Bodisatwa – obecne życie

W moim obecnym życiu bodisatwa odzywał się na każdym kroku. Zawsze było koło mnie dużo ludzi. Mój dom bardziej przypominał tramwaj niż dom jednej rodziny. A to co mi przeszkadzało w tej roli, którą znała moja podświadomość, to brak jakichkolwiek potrzeb. Ja niczego nie potrzebowałam dla siebie, ale za to dużo potrzebowałam dla innych. Nie chciałam także przyjąć pomocy od innych, ponieważ sama sobie ze wszystkim poradzę. Jak każda podświadomość, tak i moja jest interesowna i wcale jej się nie podobało byś dawcą. A dawca to zniechęcenie i brak energii, ponieważ różnowaga w przepływie energii to branie i dawanie. Jeżeli jest niezakłócony przepływ energii, to bardzo łatwo zachować róznowagę. W momencie kiedy piszę ten tekst, dzwoni do mnie córka i pyta: „Jak się robi ogórki małosolne?”, ponieważ zrobiła cały słoik i nie dała soli. Ogórki rozpadają się jej w rękach. To bardzo pokazuje nam, że tak jak potrawy nie smakują nam bez soli, tak nasze zycie nie bedzie nam smakowało, jeżeli z jakiegoś powodu wybierzemy rolę dawcy. Będzie koło nas dużo ludzi, ale nikt nie będzie dawcą dla nas, bo dawca zawsze przyciąga biorców, tak działa to prawo.

Bodisatwa

Klasztor w którym się znalazłam jako mały chłopiec był dla mnie zbawieniem, ponieważ było w nim co jeść i mnisi, którzy się nami opiekowali dawali bardzo dużo ciepła. Czułam, że to jest miejsce dla mnie. Tutaj chciałam być całym sercem. W klasztorze czułam, że jestem kochana. Bardzo chciałam odwdzięczyć się moim opiekunom, dlatego byłam bardzo zdyscyplinowanym uczniem. Uważałam, że to czego nas uczą mnisi, jest zbawieniem dla wszystkich ludzi. Uczono nas jak zabrać człowiekowi jego cierpienie i sprawić, aby czuł się dobrze. To my mieliśmy być tymi ludźmi, którzy oczyszczą cały świat z całego zła.
Widzę, jak jestm już dorosłym mnichem i mam podjąć decyzję o wyjściu z klasztoru do ludzi na zewnątrz. Mój Mistrz przeprowadza ze mną ostatnią rozmowę. Nie musi mnie szczególnie przekonywać o mojej misji, ponieważ w duchu tej misji od dzieciństwa jestem wychowywana. Jest to dla mnie zaszczyt, że będę mogła pomagać ludziom.
Następny obraz jaki się wyłania z mej pamięci, to ludzie, którzy się gromadzą wokól mnie. Ja chcąc zabrać ich cierpienie wciągam do siebie chorobowe energie. Nie ma znaczenia dla mnie to, że obciąża to moje ciało. Ja umiem te chorobowe energie przepalić w sobie a oni nie. I to już jest powód, dla którego mam to robic. Nie widzę w sesji jaki okres czasu to robię, ale widzę mój powrót do klasztoru. Wracając przez te same wioski, widzę jak ludzie, którym pomagalam, popadli w te same a niektórzy z nich nawet w gorsze choroby. Nic nie rozumiem, dlaczego to nie działa. Przecież uczono nas zupełnie czegoś innego. Teraz już jestem w klasztorze i nie chcę nikomu powiedzieć o tym co zauważyłam na zewnątrz. Nie mogę powiedzieć, przecież jest to sprzeczne ze wszystkim czego się nauczyłam. Jest to niezgodne z tym co mówią mistrzowie, a jeżeli się mylę? Przecież Oni dobrze wiedzą. A ja cóż ja, postanawiam zakończyć życie w zamurowanej celi, aby nikt się nigdy nie dowiedział tego, do czego doszłam. Niech to wspaniałe miejsce pomaga dalej chłopcom, takim jak ja.
Teraz kolej na odreagowanie mojego umierania. Mnisi jak wiemy, umierają świdomie, ale ja tam chyba do tego jeszcze nie doszłam i czuję straszny lęk przed śmiercią. A włąsciwie ten lęk pojawia się w momencie, kiedy zaczyna mi brakować powietrza, mam wrażenie jakby mój oddech kończył się, czuję tylko lęk i zduszenie na gardle.

Stos cd.

W obecnym życiu pomagałam ludziom, ponieważ było to silniejsze odemnie. Ale nigdy się z tym nie ujawniałam. Mój syn rodząc się u mnie, wyciągnął wszystkie moje umiejętności na wierzch, ponieważ potrzebował pomocy 24 godziny na dobę. A ludzi nawet nie wiem skąd wiedzieli o moich umiejętnościach bo sami przychodzili po pomoc. Dlatego powstało Centrum Terapii Naturalnych „ISKIERKA”. Tam pracowali różni terapeuci, ale ja mogłam być blisko tego, co zawsze lubiłam robić. Nie brałam w tym udziału, więc wydawało mi się, że nic mi nie grozi. Ale prawo karmy i tutaj poprowadziło mnie do podobnch wyborów. Chcąc prowadzić jakiekolwiek zajęcia, musiałam wziąć za nie pieniądze. I to okazało się dla mnie nie do przejścia, a Iskierka nie mogla funkcjonować bez pieniędzy. Dlatego postanowiłam poszukać w sobie, czemu nie mogę brać pieniędzy za uzdrawianie, a co odnalazłam opisalam, po to ay inn ludzie mogli odnaleźć w sobie przyczynę, swoich decyzji czy emocji, które odczuwają a nie mogą zrozumieć.

Stos

Przy następnym wyborze, nuszę się przyznać przed samą sobą do lęku, który odczuwałam zawsze gdy miałam wyjść z pomocą do jakiegokolwiek człowieka. Nie rozumiałam tego co mnie tak parliżuje. Moje usilne poszukiwania zakończyły się sesją regresingową: Jestem uzdrowicielką, żyję daleko od ludzi i pomagam przy różnych dolegliwościach. Są to czasy, gdzie jeszcze niewygodnych sie pali, topi lub w jakiś inny sposób zabija. Ja pomagam ludziom, wierząc w to, że skoro jestem potrzebna, to nic mi nie grozi. Oddycham głęboko i idę dalej. Widzę mężczyznę, który potrzebuje pomocy. Jego dolegliwość to coś w rodzaju dzisiejszej prostaty. Tam nie znam tej nazwy, ale wyczuwam, że przyczyna ma podłoże seksualne i energia w okolicy krocza jest zablokowana. Do tego ogromną rolę gra presja kobiety, która jest z tym mężczyzną. Nikt nie moze mu już pomóc, więc ja jestem ostatnią deską ratunku. Mężczyzna jest bogaty a więc medycy zrobili już wszystko aby mu pomóc. Udaje mi się poprowadzić tak tego męzczyznę, aby choroba mogła odejść. I wtedy zaczyna się mój koszmar. Mężczyzna daje mi za to pieniądze. Te pieniądze są przyczyną mojego spalenia. Przychodzą po mnie i zabierają mnie do lochów z których wyprowadza się mnie tylko po to, aby mnie przesłuchać w procesie o czary. Wyrok i tak jest przesądzony. Ale trwają przesłuchania. Aż przychodzi dzień w którym mam być spalona. Lęk jaki czuję bardzo zakłóca mój oddech. Sesja toczy się dalej a ja coraz bardziej się boję. Widzę teraz jak prowadzą mnie na stos a dookoła jest tłum ludzi. Wszyscy krzyczą a ja nawet nie mogę wyksztusić jednego słowa. Zawiązują mi ręce z tyłu. Przedemną jakiś klecha coś mówi, ale ja już nie słyszę słów. Patrząc na ludzi, którym pomagałam, nie mogę zrozumieć dlaczego nikt nie chce się za mna ująć. Dlaczego nikt nie chce mi pomóc. Czuję ogromny lęk i żal. Zal zalewa mnie całą goracym płomieniem i nie wiem już czy jest to gorąco od ognia, czy od żalu ktory czuję. Ostatnie moje myśli to postanowienie: „nigdy już nie będę pomagała ludziom”