Działanie serca

Przyjeżdżam do zupełnie nieznanego miasta. Nikt mnie tutaj nie zna. Naprzeciwko mojego domu mieszka człowiek. Wszyscy chcą się go pozbyć, wyeksmitować z mieszkania a najlepiej gdyby zniknął. Ów człowiek z całych sił sie broni. Mimo tego, iż stoczył się na samo dno, rozpaczliwe walczy o swoje prawo do życia. Pewnego dnia przychodzi do mnie z prośbą o pomoc, ponieważ ma skierowanie do szpitala psychiatrycznego. Do dzisiaj nie potrafi mi odpowiedzieć, dlaczego właśnie do mnie przyszedł po pomoc. Odmawiam mu pomocy do momentu aż nie przyjdzie do mnie trzeźwy. I tak też się dzieje. To są ostatnie dni, kiedy ów człowiek bierze do ust alkohol. Potem zaczynamy razem rozmawiać. Człowiek pomaleńku otwiera się, jak zaszczute zwierze, które już nie ma siły uciekać i schroniło się w mojej norze. Do mojego domu nie ma dostępu ta cała uliczna sfora, która go atakuje. Czas płynie a człowiek coraz bardziej się uspakaja. I zaczynają się pojawiać oznaki chęci do układania własnego życia. Sam chce wysprzątać własne mieszkanie a jest co sprzątać, ponieważ zbierał złom i w mieszkaniu był magazyn. Słucha kaset medytacyjnych, rozumie już czym jest astral. Nie bije sie ze wszystkim co on widzi a inni nie. Czas płynie a rany, które sobie zadał zaczynają się zabliźnać. Pojawia się też kobieta, która dodaje smaku jego życiu. I zaczyna się najtrudniejsza próba: prawo jazdy. Zanim życie tego człowieka się zawaliło, jeździł autem po pijanemu i potrącił dziecko. Poczucie winy i niechęć do siebie spowodowały, że zaczął się karać w tak okrutny sposób. Teraz pomału dawał juz sobie prawo żyć i być. Jedenaście prób zdania egzminu na prawo jazdy zakańcza się sukcesem. Rodzi mu się dziecko i mamy już typowo ziemską rodzinę. Pomyślmy przez chwię co spowodowało, że ów człowiek postanowił wrócić do życia. Czy metody terapeutyczne, które stosowałam? Czy po prostu połączenie się naszych serc na poziomie, na którym wszyscy jesteśmy już jednym. Czy koło Ciebie, gdy przechodziłeś ulicą nigdy nie pojawił się taki człowiek? Przypomnij sobie co wtedy pomyślałeś a co zrobiłeś. Zawsze możesz to zmienieć.

J.W. 3596

Dostaję wezwanie do dowódcy. O co może chodzić? No cóz, boję się, ale muszę iść. Pada pytanie: „Gdzie jest Twój mąż?” No nie, skad ja mam to wiedzieć? – „Ja jestem w pracy, moja córka w żłobku, ale gdzie jest mój mąż, przecież to wy powinniście wiedzieć”. Dowiaduję się, że mój mąż pojechał z radiostacją do innej jednostki i zniknął. Wszystkie myśli kłębią mi się w głowie, „znowu uciekł, po co ja tutaj przyjechałam?”. Po co to wszystko?
[...]Mija jakiś czas. Ze żłobka odbieram córkę z gorączką i bólem brzuszka. Boże co jej jest? Zbliża się wieczór a gorączka nie ustępuje. Wzywam pogotowie, lekarz stwierdza, że to angina. Mam poważne wątpliwości i mówię mu o tym, że córka skarży się na ból brzuszka. Lekarz się usmiecha i twierdzi, że wszystkie małe dzieci tak mówią. Przepisuje antybiotyk i odjeżdża. No przecież nie podam jej tego antybiotyku, dla mnie to nie jest angina. Na następny dzień córka już leci mi przez ręce. Postanawiam iść z nią do szpitala. Nie jeżdżą autobusy bo to są święta Wielkiej Nocy. Mój mąż idzie koło mnie całą drogę narzekając i zarzucając mi, że przesadzam, bo jej nic nie jest. Ale ja już nic nie mówię. Dochodzę do szpitala. Lekarz bierze dziecko z moich rąk a ja nawet nie mogę ich opuścić, tak są ścierpnięte. Zaczyna się krzyk na mnie, że dziecko jest odwodnione. Dlaczego tak późno przychodzę. Gdy mówię o pogotowiu i antybiotyku zapada milczenie. Lekarka stwierdza, że gdybym podała ten antybiotyk to dziecko by już nie żyło. Robią badania i okazuje się, że w całym żłobku panuje już czerwonka. Wszyscy jesteśmy poddani kwarantannie. Nie zgadzam się na oddanie mojej córki do szpitala zakaźnego w odległym mieście. Dużo poźniej okazuje się, że jest to słuszna decyzja. Po wielkiej awanturze z lekarzami dostaję ze szpitala leki i trzymam jej ręce cały czas na brzuszku. Jest chora tylko przez tydzień. W sanepidzie dowiaduję się, że inne dzieci są w tym szpitalu a zaczyna się już drugi miesiąc. Nie mam świadomości uzdrawiania przez dotyk, po prostu cieszę się, że moja córka jest zdrowa. Jest mi bardzo cięzko, teraz dopiero widzę, że mój mąż nie uciekał z wojska do nas, ale dlatego, że nigdy nie lubił się niczemu podporządkowywać. Na poligonie wszyscy mi pomagają przy córce, tylko nie mój mąż. Żołnierze bawią się z moją córką, abym ja mogła sprzedawać w kantynie. Jestem rozżalona i postanawiam, że po wyjściu z wojska biorę rozwód. Nie chcę już być z tym człowiekiem. Przecież ja potrafię sobie wszystko zorganizować a do niego nic nie czuję. Po co to ciągnąć?

JW 3596

Ja i moja córka mieszkamy w hotelu. Idę do dowódcy jednostki i opowiadam mu jaka jest moja sytuacja. Zapada decyzja: będziesz pracowała w jednostce na kuchni a córkę dasz do wojskowego żłobka. W tych czasach o których piszę, wojsko miało swoje osiedla, żłobki, przedszkola do których nie miały dostępu osoby z zewnątrz. Wracając z takimi dobrymi wiadomościami do hotelu nie mogę się powstrzymać, aby tego komuś nie opowiedzieć. Recepcjonistka z hotelu ciesząc się razem ze mną proponuje mi, abym zamieszkała u jej rodziców. I w ten sposób mam już pracę, mieszkanie i żłobek dla mojej córki. Zarabiam bardzo mało a połowę z tego płacę za mieszkanie przy rodzinie staruszków. Ale mogę być blisko męża. Największym moim problemem są jednak żołnierze. I to nie dlatego, że są w jakiś sposób nieprzyjemni. Traktują mnie ulgowo, ponieważ już się rozniosło, że jestem żoną żołnierza. To raczej mój stosunek do mężczyzn sprawia, że nie potrafię się znaleźć w nowym otoczeniu. Oficerowie nazywani „zlewami” robią co chcą. Są obleśni i bezkarni. Staram się ich unikać. Widzę co robią inne dziewczęta z kuchni, idą z oficerami. Pod biurem przepustek zawsze stoją młode dziewczyny, które za paczkę masła pójdą z każdym żołnierzem. Nie mogę się z tym wszystkim pogodzić, dlatego unikam rozmów i kontaktów z oficerami. Można powiedzieć, że gdyby to było możliwe, to schowałabym się w mysią dziurę.
Pewnego dnia jeden z oficerów wchodzi na kuchnię, przejeżdża palcami po kafelkach i robi wielką awanturę o to, że kafelki są brudne. Ja pełna emocji i lęku uciekam do szatni i tam wybucham płaczem. Koleżanka chcąc mnie uspokoić podaje mi papierosa. Podobno to ma mnie uspokoić. I tak papierosy stają się moim lekarstwem w każdej sytuacji gdzie tylko występuje lęk i niechęć do widzenia rzeczywistości takiej jakiej jest. Nie potrafię powiedzieć „nie” w sytuacji gdzie się boję, a papieros na tyle mnie otumania, że nie czuję już bólu, własnej niemocy i bezradności. c.d.n.

Jednostka Wojskowa 3596

Mój pobyt w jednostce wojskowej zaczął się od decyzji, którą podjełam pod wpływem prostego wzorca społecznego: „Żona ma pomagać mężowi w każdej sytuacji”. Miała na moją decyzję także zemsta, którą wcześniejopisywałam. Przecież nie mogłam zostawić obiektu mojej zemsty daleko od siebie. Teraz wiem, że zupełnie nie byłam świadoma tego co robiłam. Była to jedna z takich decyzji, które po latach oceniamy jako bezsensowne. Ale jeżeli zaczniemy świadomie poznawać siebie, okaże się, że to wszystko maiało swój sens, który tylko my znamy. Dlatego teraz daleka jestem od oceniania kogokolwiek lub jakiejkolwiek decyzji drugiego człowieka. Z myślą zgodnie nie wyciagaj wniosków, nie oceniaj, jeżeli nie znasz całości obrazu. Ale wróćmy do mojej decyzji. Mój mąż pracuje na kopalni i dzięki temu automatycznie jest odraczany ze służby wojskowej. Ale praca nie jest jego mocną stroną i dostaje zwolnienie. Natychmiast pojawia się wezwanie do wojska. Ja młoda żona z małym dzieckiem zostaję sama. Nie mogę powiedzieć, że sobie nie radzę, ponieważ mam pracę, córka chodzi do żłobka. Nawet mieszkanie zmieniam z suteryny na dwa pokoje w bloku. Pomaga mi przepis, który mówi że jeżeli jakiś dom idzie do wyburzenia, to każda rodzina tam zameldowana dostaje osobne mieszkanie. Można by powiedzieć, że nie jest mi źle. I w tym momencie mój mąż zaczyna uciekać z jednostki. Przyjeżdża po niego żandarmeria wojskowa, odwożą go a on znowu ucieka. Aż któregoś razu żandarmi uiekają z oficerem, który chce rozmawiać ze mną. Słowa, które padają stawiają mnie na przysłowiowe baczność. Jeżeli mąz Pani będzie uciekał z jednostki, to pójdzie pod sąd wojskowy, dostanie wyrok, który odsiedzi w więzieniu, a potem i tak odsłuży swoje dwa lata. Oczywiście postanawiam ratować męża. Teraz wcale nie jestem pewna, czy to była prawda z tym ratunkiem. Wynajmuję mieszkanie, zwalniam się z pracy, córka dalej ma chodzić do żłobka a moja teściowa ma ją odbierać. Wyjeżdżam do miasta, gdzie znajduje się jednostka. Niemogę znaleźć mieszkania ani pracy. Mam jeszcze pieniądze, więc mieszkam w hotelu. Aż tu przychodzi list od teściowej. Ten list jest w jednym tonie, „czy masz zamiar zostawić swoje dziecko, tak jak twoja matka”. No cóz, tego to już dla mnie jest za dużo. Następnego dnia jestem już w domu u teściowej i zabieram moją dwuletnią córkę ze sobą w nieznane. Nie mam pracy, nie mam mieszkania ale na pewno będziemy razem. C.D.N.

Pieniądze a duchowość

Czym tak naprawdę są pieniądze? Dlaczego tak naprawdę są wypierane poza nawisa duchwości? Jeżeli duchowość to niodłączny aspekt naszego życia, to pieniądze są jego częścią. Dlaczego więc tak trudno nam zaakceptować pieniądze za uzdrawianie? Lub to, że ksiądz lub inny duchowy człowiek ma pieniądze i chce je brać od innych. Ja sama miałam z tym ogromne problemy. Wydawało mi się, że człowiek uduchowiony nie powinien brać pieniędzy za coś co dostał od Boga. I tutaj moja Podświadomość ma ogromne opory. Z jednej strony nie mogła pomagać ludziom a z drugiej strony nie mogła za to brać pieniędzy. Ludzie, którym pomagałam, chcieli się w jakiś sposób odwdzięczyć. A ja robiłam wszystko aby im w tym przeszkodzić. Dlatego wymyślałam rózne sposoby aby tylko uniknąć przyjęcia czegokolwiek. No własnie, słowa klucze: Aby unknąć przyjęcia czegokolwiek I to zdanie pokazuje dlaczego dążyłam do ubustwa w moim życiu. Bawiłam się w budowanie różnych firm i tutaj miałam satysfakcję z zabawy. Ale druga strona medalu już nie była taka kolorowa. Ponieważ firmy te padały w momencie kiedy ja z nich odchodziłam. Teraz widzę, że moje zamknięcie na przyjmowanie było moją i tylko moją decyzją. Powiemy, a Bóg? Przecież w Biblii jest cytat: „Popatrzcie na ptaki, nie sieją, nie orzą a żyją”. Tak, ptaki i cała przyroda żyje, ale nikt w przyrodzie nie wpadł na pomysł, że wymyśli pieniądze za pokarm i inne swoje potrzeby. A skoro my ludzi jesteśmy tak zdolni, że zawsze sobie wymyślimy jakąś pułapkę z którą będziemy się borykać, to powstają za tym nieodłączne mechanizmy kombinowania i manipulowania. Powstają tylko dlatego, abyśmy mogli sprawdzić samych siebie i dowartościować się,że jesteśmy tacy zdolni, bo potrafiliśmy ominąć pułapkę, którą sami na siebie zastawiliśmy. Dlatego teraz moje motto na życie brzmi:
Jestem otwarta na wszystko co najlepsze dla mnie i dla innych ludzi i przyjmuję wszystko łącznie z pieniędzmi, co do mnie przychodzi. Jestem za to wdziączna i chętnie dzielę się nadmiarę z tymi, którzy chcą przyjmować. Boże podaję Ci rękę, otwieram serce, prowadź mnie do domu i pokaż mi wszystkie pułapki jakie na siebie zastawiłam, a których nie jestem świadoma. Dzisiaj już chcę, mogę i potrafię podarować sobie uzdrowienie mojego stosunku do pieniędzy.

Serce w suterynie

Moje serce dawno temu zostało uwięzione w suterynie. Zapytacie dlaczego, więc posłuchajcie.
Jak to jest z pierwszą miłością, podobno zapamiętuje się ją na całe życie. I nie ma znaczenia, czy osoba, która była obiektem tej miłości jest z nami czy nie, na samo wspomnienie o niej serce zaczyna bić szybciej. Suteryna była moim pierwszym własnym mieszkaniem. Mimo tego, że znajdowała się pół metra pod ziemią, jawiła mi się jak najpiękniejsza komnata. To tam mogłam się schować przed całym światem, a już na pewno przed moją mamą, z którą rozstałam się po słowach wypier… . Moje obolałe serce chciało tylko jednego, znaleźć cichą i przytulną norę, aby wylizać rany. Lęk przed wielkim grożnym światem miał się rozpuścić w mojej własnej norze. I właśnie taką norę w dosłownym tego słowa znaczeniu znalazłam dla siebie. Mężczyzma, który był ze mną, także przypominał samca, który pilnuje swojej samicy i walczy o swoje terytorium. Ale samica jak to samica, nie ma prawa głosu. Dopiero po wielu latach dotarło do mojej świadomości to, że nie chcę pielęgnować w swoim umyśle lęku przed światem. Moje serce zagoiło się i teraz chce bić równym rytmem, przede
wszystkim dla mnie i wszystkich, którzy tego potrzebują. Nie zapominajmy o tym, że nasz umysł, lubi więzić nasze serce w miejscach i sytuacjach gdzie byliśmy przekonani, że jesteśmy bezpieczni. Ale także przy ludziach, którzy mimo tego, że nie byli do nas pozytywnie nastawieni w jakiś sposób spełniali nasze oczekiwania. Dlatego warto zwrócić wolność sobie, miejscom i ludziom, którzy już od nas odeszli. To pozwoli nam oddychać pełną piersią i cieszyć się życiem. To dużo lepsze,niż pielęgnowanie poczucia winy, przykrytego obrusem utkanym z oskarżeń i żalów do miejsc, wydarzeń i ludzi, którzy już dawno nie są częścią naszego życia. Podarujmy sobie uzdrowienie.