Opowiadanie anioła

aniol_blog.gifPewnego słonecznego dnia spotkał anioł człowieka, który był bardzo smutny. Mieszkał wśrod ludzi, którzy go kochali miłością, jaką pojmują ludzie na ziemi. Miłość ta była zaborcza, wymagająca i poprzez to zimna. Człowiek w miarę jak dorastał, stawał się coraz bardziej zimny i samotny. Jego własne serce nie potrafiło już dać tyle ciepła aby ogrzać jego spragnione ciało. Jego umysł nasączony ziemskimi wymaganiami nie chciał przyjąć nawet ziarenka miłości, czułości, delikatności. Człowiek wiedział już, że miłość należy wyegzekwować. A to nigdy nie kończyło się dobrze. Wtedy rosła złość i nienawiść do ludzi, która zabijała człowieka jak trucizna, zażywana powoli ale skutecznie.
Kiedy nastąpiło spotkanie człowieka i anioła, żadne z nich nie wiedziało, kim jest. Anioł zagubił się w rzeczywistości ziemskiej i nie potrafił już rozpoznać ani kim jest, ani w jaki sposób spełnić oczekiwania ludzi, żeby byli zadowoleni. Pojawiły się nim trujące myśli, że koro nie potrafi zaspokoić ludzkich oczekiwań, to jest nikim i powinien odejść, bo go tu nie chcą. Odrzucenie i ból zabijały anioła z każdym dniem coraz bardziej.
Spotkanie anioła i człowieka zaowocowało iskierką nadziei, która podsycana coraz bardziej zaczęła świecić i ogrzewać ich serca. Obydwie dusze bardzo pragnęły oczyszczenia i miłości. Powolutku dawały sobie nawzajem uczucie, które było ich jedynym ratunkiem. A uczucie to przyjmowane przez każde z serc, rozpuszczało po kawałeczku wszystkie żale i pretensje do ludzi, do świata a tak naprawdę do siebie samych. Para ta odkryła, że seks jest tą dziedziną życia w której najbardziej czują miłość. Drobnymi kroczkami zaczęli poruszać się w sferze, która dawała dotyk, czułość i delikatność. Nieufne serca bardzo bały się zranienia w tak delikatnej sferze. Ale desperacja, która ich wypełniała, kazała iść dalej. Z dnia na dzień stawali się coraz bardziej ufni wobec siebie. Anioł coraz bardziej odkrywał swoje moce, ktore pomagały mu w uzdrowieniu i zaakceptowaniu siebie takim, jakim jest naprawdę. Coraz częściej pozwalał sobie mówić to, co czuje. Człowiek także nabrał pewności do wyrażania własnych odczuć, nie bojąc się już, że zostanie odrzucony.
Pewnego dnia dokonali odkrycia, że seks tak naprawdę nie istnieje. Że jest to zaspakajanie odwiecznej tęsknoty za zjednoczniem. Poczucie oddzielenia zarówno dla aniołołów jak i dla ludzi jest bardzo dokuczliwą tęsknotą. Dlatego zarówno ludzi jak i anioły szukają na wszystkie sposoby drogi do zjednoczenia. I seks dzięki temu, że daje dużo czułości, delikatności i dotyku, jest najbliższy temu, czego tak naprawdę pragniemy – zjednoczenia ze źródłem.

Moi przyjaciele

kury_blog.jpgŚrodek dużego miasta. Na przeciwko moich okien jest śmietnisko. Postanawiamy wywieźć z tamtąd śmieci i założyć ogród. To będzie czarodziejski ogród. Moja mama chce tam posadzić kwiaty a ja chcę tam mieć kury. Jak postanawiamy, tak robimy. Wielkie ciężarówki wywożą śmieci a drugie przywożą świeżą ziemię. I już mamy ogród. Część ogrodu przeznaczona jest na kwiaty a na moją część wlatują kury. Co to za widok – różnokolorowe kury. Nie znam się na hodowli kur, ale od dziś są to moi przyjaciele. Dlatego nie kupuję ich na mięso czy na jajka, ale po to, aby się nimi cieszyć. Nigdy wcześniej nie spotkałam kur w tak różnych kolorach. Bardzo zdziwiło mnie, że każda z kur miała swój indywidualny charakter. Kury bardzo szybko oswoiły się ze mną do tego stopnia, że złapany drutem za nogę liliputek, przychodził do mnie na kolana, aby się kurować preparatem na oparzenia. Obyczaje kur są bardzo podobne do ludzkich obyczajów. Koguty od razu zaczęły wodzić prym. Kury oczywiście miały słuchać panów, a jeżeli jeden z kogutów był słabszy, to musiał się trzymać na uboczu. Nie wolno mu było podejść do żadnej z kur, ponieważ zaraz był atakowany. Całe lato miałam bardzo wesoło, bo kur przybywało. W momencie kiedy się zatrzymałam, było ich już sto. Mała ferma na środku miasta.
Miałam kury, ktore kochały fruwać po drzewach. Niosły piękne, duże, białe jajka. Ale zwyczaj fruwania po drzewach przyciągał ludzi z okolicy. Całe drzewo było ubrane białymi kurami. Wyglądało to tak dziwnie, jakby ptaki z bajki obsiadły drzewo. Przy kwiatach, które mama sprowadziła z hodowli, był to prawdziwy, jedyny w swoim rodzaju, czarodziejski ogród. Każdy kwiat miał swoje imię. Na przykład jeden z rodzjów irysów amerykańskich nazywał się książę pepi a jedna z moich kur to czubatka. I tak dalej, i tak dalej… Wspaniała przygoda z mojego życia. Miałam swój własny, czarodziejski ogród i kupę przyjaciół różnej narodowości.

Biała róża

roza.jpgDzwoni telefon, to koleżanka terapeutka od operacji fantomowych. Lonia – muszę Ci to powiedzieć: „biała róża”. Cisza w słuchawce. Co „biała róża” ? – pytam. No nie wiem „co”, miałam Ci to powiedzieć i już. – Dobra dziękuję.
Kilka dni chodzę z tą wiadomością, nie bardzo wiedząc co z nią zrobić. Przychodzi dzień, kiedy poddaję się zabiegowi Reiki. Energia Reiki jest dla mnie energią miłości, którą się dzielą ludzie. Myślę sobie, no dobra, podczas zabiegu jestem zrelaksowana, zobaczę, co to znaczy dla mnie ta biała róża. Zamykam oczy, terapeuta zaczyna zabieg a ja przywołuję obraz białej róży. W pierwszej chwili widzę białą różę w pąku, który zaczyna się rozwijać. Róża jak w kadrze filmu, rozwija pomału płatek po płatku. I nagle obraz się zmienia, widzę cztery kobiety. Jedna to młoda dziewczyna o bląd włosach, ubrana w same skóry. U boku ma zamocowany mały nożyk. Widzę tą dziewczynę jak biega w gąszczu, tropiąc jakieś zwierzęta. Emanuje od niej radość i wolność. Każdy jej ruch wydaje się być wolnością. Obraz się zmienia i pokazuje mi się następna kobieta. Ma czarne włosy, jest ubrana w strój egzotycznej tancerki. Ale w tańcu jej ruchy są ostre, nieprzyjemne a w oczach jest dziwna twardość. Mam wrażenie, jakby żadne emocje nie miały do niej dostępu. Następna kobieta, jaka mi się pokazuje, to indiańska szamanka. Siedzi w namiocie z opaską na czole, pogrążona w jakiejś wizji. Kobieta jest w średnim wieku, ale czuję jej dobroć i ciepło, które od niej płynie. Rozlewa się także po moim ciele. Ostatnia kobieta stoi przy białej kolumnie, w białych szatach. Ma piękne niebieskie oczy, stoi zamyślona, bez ruchu. w całej sobie czuję wycofanie tej kobiety. Mam wrażenie, że ona stoi w tym miejscu, ale wcale jej tu nie ma. Jest skamieniała, jak ta kolumna o którą się opiera. Zabieg się kończy i obrazy także odchodzą. W tym momencie jeszcze nie wiem, że każda z tych kobiet ma mi dużo do powiedzenia. Dzisiaj już wiem, co te kobiety chciały mi powiedzieć. Może to kiedyś opisze.

Wierszyk

dziewczynka_blog.jpgGdy rano wstałam, w okienko spojrzałam,
usłyszałam głos ptaszyny, że dziś babci urodziny.

Ten niewinny wierszyk stał się moim powodem do tego, aby dowiedzieć się czym jest wstyd. Miałam wtedy może pięc i pół – sześć lat, wychowywałam się u babci, wraz z jej adoptowaną córką Jadzią. Jadzia nie przepadała za mną, ponieważ byłam młodsza i podobno babcia bardziej mnie kochała. Dlatego jej słodką zemstą było nauczenie mnie wierszyka na babci urodziny. Wszyscy goście już siedzieli, ja odświętnie ubrana, pięknie sie ukłoniłam i zaczęłam:
Gdy rano wstałam przecinek w okienko spojrzałam przecinek
usłyszałam głos ptaszyny przecinek że dziś babci urodziny kropka

Wszyscy wybuchneli śmiechem a ja zupełnie zdezorientowana nie mogłam zrozumieć dlaczego wszyscy się ze mnie śmieją. Przecież wszystko powiedziałam dobrze. Nie pomogły tłumaczenia, ponieważ wtedy nie rozumiałam ani czym jest przecinek, ani czemu wszyscy się śmieją. Napisałam ten tekst aby przestrzec wszystkich, którym się wydaje, że są duzi i mądrzy a dzieci są małe i głupie, dlatego wolno się z nich śmiać. Czasami to co nam się wydaje żartem, tak naprawdę nim nie jest.

Uzdrowiciel

serce_blog.jpgNie wiem, czy ta notka jest w stanie oddać to co czuję, ale chcę spróbować. Moim zdaniem seks to wspaniały uzdrowiciel. Jeżeli podejdziemy do niego z miłością, ma on nam do zaoferowania całą gamę przeżyć, które uzdrawiają i mogą nam sprawić przyjemność. Rzadko się zdarza, żeby lekarstwo było dobre. A tutaj mamy dwa w jednym, coś co nas uzdrawia i jeszcze do tego jest dobre. Boska istota w nas daje nam wszystko czego praganiemy, najwyższej jakości a więc także seks na boskim poziomie. Energia seksualna to najsilniejsza energia na ziemi, przecież jest używana do tworzenia nas. Dlaczego mamy tyle oporów przed wykorzystaniem jej dla swojego dobra. Ja swoje opory pooglądałam, dlatego chcę o tym powiedzieć. Na uzdrawiający seks składa się wiele czynników. Dlatego nie radzę nikomu przyglądać się partnerowi, który to ma nam zapewnić dobry seks. Radzę natomiast dokładnie przyjrzeć się sobie. Bo tak naprawdę wszystko zależy od nas samych, dobry seks także. Jeżeli mamy skołonności do oglądania partnera pod kątem seksu, to zbliża nas to do zwierząt. Przecież to zwierzęta oglądają swoich partnerów pod kątem rozrodczym. Nasz instynkt daje nam znać o sobie, abyśmy mogli mieć silne potomstwo, aby gatunek mógł przetrwać. A przecież nam chodzi o Boski seks. Czym jest boski seks?, czy trzeba się go uczyć? Moim zdaniem nie trzeba się uczyć boskiego seksu, ale trzeba sobie uświadomić czego tak naprawdę oczekujemy od seksu. Jeżeli oczekujemy orgazmu, to będziemy ukierunkowywali wszystkie nasze działania na orgazm. A nasz rynek jest pełen gadżetów, które podobno mają nam w tym pomóc. A tak naprawdę tylko odciągają naszą uwagę od tego co w akcie seksualnym jest dla nas istotne. Jeżeli już poznamy nasze oczekiwania, to wystarczy zadać sobie pytanie: „Dlaczego jeszcze tego nie mam?” Teraz znowu z naszej głowy wysypią się nasze ograniczenia. Moim zdaniem bardzo dobrze sprawdza się afirmacja: „Pozwalam sobie na boski seks”. I już widzimy, że od nikogo z zewnątrz nie zależy to, aby do naszego życia wkroczył wspaniały uzdrowiciel, seks. Zależy to tylko od nas. Bez względu na to jakiej płci jesteśmy i ile mamy lat. Jeżeli kochamy siebie, nic nie ma znaczenia. Ani jaki to będzie partner, ani jakie umiejętności będzie posiadał. Otwartość na miłość to także otwartość na partnera a w miłości nie ma nic co by nam mogło zaszkodzić. Orgazm przeżywany poprzez miłość płynącą z naszego serca nie da się z niczym porównać, dlatego nie potrafię go opisać.

Uzdrowiciel

jajko_blog.jpgJajko okazało się dla mnie najlepszym uzdrowicielem na świecie. Zapytacie jak to się stało, to posłuchajcie. Mam około sześciu lat, mieszkam w domu na wsi a w kuchni stoi piecyk, tak zwany „morcinek” na trzech nogach. W piecu pali się ogień. Ja, jak każde dziecko lubię zabawę w kręcenie się dookoła i upadanie na pierzynę leżącą na łóżku w kuchni. Nie wiem dlaczego jest to takie fascynujące, ale karuzela w mojej głowie pochłania mnie bez reszty. Ostatnie słowa jakie słyszę to: „Lonia przestań, bo wpadniesz na piec” i wpadam. Połowa mojej twarzy jest poparzona. Babci szybko łapie pudełko po butach w którym są świeże jajka od kur. Wybija jedno po drugim i smaruje moją buzię. Jajka są wybijane do momentu aż na mojej buzi robi się wielki jajeczny opatrunek. W momencie gdy jajka przestają się ścinać na mojej buzi, babcia przestaje mnie smarować. Boli jak diabli, ale nie wolno mi tego dotykać. Chodzę z tym jajecznym opatrunkiem, aż sam nie odpadnie. Nie wiem jak to się stało, ale jajka okazały się najlepszym uzdrowicielem na świecie. Pod opatrunkiem z jajek powstała w miejsce spalonej skóry nowa a do tego nie pozostał żaden ślad po mojej zabawie w kalruzelę.Może wielu ludziom mogło by to pomóc, ale szpitale chyba tego nie stosują. Dlatego jestem wdzięczna, że moja babcia nie była lekarzem a jajku, że zawsze istniało.

Przytulisko

chatka.jpgDom mojego dzieciństwa, łąka i dom, który prztula. Całym sobą mnie przytula. Pachniał ciepłym mlekiem, pachnącym chlebem i jajecznicą. Jaka to była jajecznica, zrobiona w kamiennym rądelku. Nigdy potem nie jadłam już takiej jajecznicy. Mizeria z wodą i octem i ziemniaki ze skwarkami. Boże co to były za rarytasy. I pierzyny, wielkie pierzyny pod którymi można było się schować, zawsze były ciepłe i otulały mnie. Tam było dobrze, ciepło i bezpiecznie.

Zabawa z afirmacją

Ja, Lonia, mam prawo mieć dużo pieniędzy.
Co to znaczy dla naszej podświadomości? Ani nie rozumie słowa dużo, ani nie bardzo pojmuje co to jest prawo. Moja podświadomość prawo pojmuje jako coś, co któś ustanowił i należy się tego bać. Nie zamopinajmy, że mamy w podświadomym umyśle tylko to, co zgromadziliśmy w drodze naszych doświadczeń. Jeżeli boimy się prawa, to na pewno nie będziemy chcieli tego mieć. I połowa afirmacji jest juz do kitu. Zajmijmy się teraz slowem dużo. No tak, duzo jedzenia, to pełna lodówka. Był okres w moim życiu, kiedy bardzo bałam się pustej lodówki, pewnie dlatego pierwsza myśl dużo to pełna lodówka. I jak tu ułożyć dobrą afirmację? Dobra to znaczy taką, ktróra może zmienić nasz wzorzec negatywny na pozytyw, który nam teraz odpowiada. I co z tego, że jest masę mądrych książek, gdzie autor pisze co to powinno sie zrobić. Nasza podświadomość ma swoje doświadczenia i wnioski, które wdraża w nasze codzienne życie. Ile to razy byliśmy zdziwieni, dlaczego zachowaliśmy sie tak a nie inaczej. Ale po czasie. Dlatego mówi sie Mądry Polak po szkodzie A ja bym powiedziała Mądry człowiek po szkodzie, ponieważ podświadomość była szybsza. Moje doświadcznia pokazują jedno, warto zaprzyjaźnić się z naszą podświadomością, aby być świadomym tego małego dywersanta. Bo ten dywersant zniszczy wszystkie nasze plany, jeżeli nie zadamy sobie trudu obejrzenia jego doświadczeń, na podstawie których sa podejmowane nasze decyzje.
No ale wróćmy do afirmacji. Afirmacja to takie działanie zaczepne, abyśmy mogli zobaczyć co w nas jest przeciw temu, co afirmujemy. Ja lonia zasługuję na to aby mieć pieniądze i zabawa zaczyna się od początku. Słowo zasługuję, no cóż ono dla niej znaczy? Kto służy? – chyba służący, kto jeszcze służy? – no pies. Moja podświadomość pyta, a co to jest „zasługuję”? Czy to już taki lepszy służący? Na tą myśl opadają mi ręce. Ta afirmacja też nie będzie działała tak, jakbym chciała. Może po prostu zostanę przy ufności i będę uważna na każdy lęk, który mi w tym przeszkadza. Uwalnianie emocji, które gromadzą energię lęku, to chyba najlepsze działanie dla mnie na teraz. A afirmacja może taka: Otwieram się na wszystko co dla mnie najlepsze… i wystarczy. No dobra, …i akceptuję wszystko co przychodzi, ale nie obiecuje, że nie będę marudziła. I w ten sposób ostatnie słowo ma podświadomość.

Świnka

Jeden ze zwykłych dni, ale po południu mam kilka osób, które przychodzą na zabiegi. Jedna z Pań przychodzi bardzo niespokojna. Wiem, że nie zrobię zabiegu, jeżeli ona będzie taka rozbiegana. Nawet nie może usiedzieć w miejscu a co dopiero się położyć. Opowiada mi, że jej córka ma świnkę. Była u lekarza i musiała ją zostawić samą aby do mnie przyjść. Proszę ją aby zamknęła oczy i wyobraziła sobie swoje dziecko. Biorę do reki wahadło i oczyszczam córce układ limfatyczny i węzły chłonne. Kiedy kończę pracę, proszę aby wsiadła na rower, pojechała do domu i zobaczyła jak się czuje córka. Nie muszę długo prosić, jej ciekawość jest silniejsza niż wszystko. Po chwili wraca bardzo zdziwiona, ponieważ córka już nie ma opuchniętej szyi. Miałam kontak z tą osobą i wiem, że mimo kilku lat, które już minęły, świnka nie powróciła. A ja mogłam spokojnie zrobić zabieg mamie. I to jest optymistyczne zakończenie tej historii. Tego rodzaju wydażenia pokazały mi, że nie ma rzeczy niemożliwych, ani spraw których by nie można było rozwiązać. A co do chorób, to nie ma nieuleczlnych chorób, są tylko nieuleczalnie chorzy ludzie. I ja także się do nich zaliczam, jeżeli chodzi o coś, czego z jakiegoś powodu nie chcę puścić. Zawsze lepiej się bierze niż oddaje, ale czasami warto oddać, chodźby po to, aby nie bolało.