Kocha, lubi, szanuje. Nie chce, nie dba, żartuje.

playcards_blog.jpgWielu z nas kocha wróżby. Czy jest w tym coś złego? Moim zdaniem nie. Opowiem tu pewną historię, która bardzo mi się spodobała. Bardzo dawno temu zebrali się mędrcy z całego świata i postanowili znaleźć sposób na umieszczenie prawdy w czymś takim, co będzie dostępne dla każdego, ale tak, że nie będzie miał do niej dostępu nikt, kto mógłby zrobić tym sobie krzywdę. Myśleli, myśleli, aż pozasypiali. W pewnym momencie jeden z nich się obudził i wykrzyknął: „Już wiem, umieścimy prawdę w kartach”. Wszyscy bedą mieli do prawdy dostęp, ale tylko nieliczni będą mogli ją odkryć. I tak to powstały karty, nażędzie do wróżenia. Dlatego każde narzędzie do wróżenia należy traktować tylko jako narzędzie. Przecież laski na której się opieramy nie będziemy traktowali jako naszej własnej nogi. Nie ma nic złego ani we wróżeniu, ani w narzędziach, których do tego używamy. A lęk przed wróżkami czy narzędziami, którymi się one posługują, to ten sam lęk, który czyjemy przed Babą Jagą. Każde narzędzie jest nam potrzebne, dopóki nie potrafimy żyć bez niego. Jak by na to nie patrzeć wszędzie potrzebna jest nasza wiara. Jeżeli uwierzymy w to, że pijany człowiek leżący na chodniku podpowie nam jak dalej iść, to tak się stanie. A jeżeli uwierzymy w to, że kwiatek, któremu powierzymy nasze uczucia obrywając listki i pytając „kocha czy nie kocha” powie nam prawdę to on nam odpowie. Tylko czy warto obrywać kwiatkowi listki, przecież przyjemniej będzie jak ukochana osoba poda nam ten kwiatek w całości z miłością w oczach.

Paweł i Gaweł

szachy_blog.jpgLubimy bawić się w Pawła i Gawła. Od małego przyglądamy się jak to nasi rodzice prowadzą tą zabawę z sąsiadami i znajomymi. Jeżeli ktoś nam tak, to my mu tak. I znowu, ten ktoś coś, to my mu coś innego. Zapominamy pochłonięci wygraną, że życie to nie szachownica na której poruszają się pionki i jednym wolno więcej a drugim miej. Jeżeli będziemy właśnie tak się bawić, to tym którym będzie rozgrywał tą partię okaże się nasza podświadomość. A to może być nawet ciekawe, ale prawdopodobnie bolesne dla nas. Nasza podświadomość to dziecko, które zawsze mieszka w nas i niczego nie ocenia. Dlatego można spotkać dużo dorosłych wiekiem, małych dzieci. Teraz może popatrzmy co się będzie działo jeżeli zrobimy komuś coś przykrego. Nasza podświadomość uzna to za prawidłowość i to samo zrobi nam w postaci konkretnego doświadczenia. Ponieważ ona nie ocenia, nie rozróżnia i nie zna się na żartach. Dlatego jeżeli już potraktujemy nasze życie jak partie szachów, to warto nauczyć naszą podświadomość, że wszystkie pionki na tej szachownicy są jednakowe i mają te same prawa. Mogą poruszać się jak jest im to wygodne i nie do nas należy i pouczanie czy ocenianie. Tą partię każdy rozgrywa samodzielnie, dlatego aby wygrać, dobrze jest rozgrywać partię zwaną naszym życiem świadomie. Wtedy nie będziemy narzekać, że koń skacze, laufer jeździ po przekątnej a hetman może wszystko. Nie zapomnijmy także o tym, że nasza podświadomość jest interesowna i nie należy mieć tego sobie za złe. Wymiana energii na ziemi jest naturalnym prawem, dzięki któremu wszyscy żyjemy i mamy się dobrze. Co by było gdyby Bóg mmieszkający w nas nagle postanowił, że połknie całe powietrze? Pewnie byśmy się podusili. Dlatego kochaj bliźniego jak siebie samego i wymieniaj się z nim tym, co masz najlepsze.

ABC współczesnego człowieka

abc_blog.jpgMaryla Rodowicz śpiewała, że życie to bal. No cóż balu to chyba już nie przypomina, ale jest jednak jeden wyjątek. Nasze kochane maski. Tak namiętnie je ubieramy, że już sami zapomnieliśmy, jak wyglądamy. Czasami tylko w chwili zadumy, patrząc na małe dzieci coś nam tam świta. Ale szybko odrzucamy to co przychodzi, bo przecież jesteśmy dorośli. Nie wypada tak czuć, nie wypada tak myśleć, nie wypada tak wyglądać. A co nam wypada? Wypada walczyć o swój byt, wypada zrobić operację plastyczną, aby odpowiednio wyglądać, wypada mieć depresję, bo to modny towarzysko temat. Współczesny człowiek, kto to taki? Czy na pewno jest to człowiek? Głównym wrogiem wpólczesnego człowieka podobno jest czas. Dlaczego walczymy z czymś, co jest podobno najnaturalniejsze pod słońcem? Czas to nasz przyjaciel, idzie z nami za rękę, pokazuje nam jak pieknie może się wszystko zmienić. Mamy czas na dzieciństwo, mamy czas na młodość, mamy czas na starość. Każdy z tych etapów zawiera swoje piękno. Może to nie czas jest naszym wrogiem? Może z nikim nie trzeba walczyć? Ale chyba pokój to nie jest nasze ulubione zajęcie? Bo trzeba by najpierw zaprowadzić pokój w sobie a dopiero wymagać aby panował wszędzie. I wtedy stracilibyśmy okazję do obwiniania wszystkich o wszystko. No właśnie, super słowo, „okazja”. Obecnie nasze życie usłane jest różnego rodzaju okazjami. Przyjrzyjmy się co to takiego ta okazja. Na pewno wszędzie słychać, że nie możemy przepuścić takiej okazji. I gonimy od jednej okazji do drugiej. Czy człowiek, który goni za okazją, może mieć możliwość dostać coś bez okazji? Przecież nawet tego nie przyjmie. Zapytacie dlaczego? Ano dlatego, że to nie jest dla niego nic warte. Ani się tym nie może pochwalić przed koleżanką, ani pokazać dzieciom, męzowi czy żonie i udowodnić jacy to jesteśmy wspaniali, łapiąc taką okazję. A ten, kto nie łapie okazji, o ten to już jest skończony. Po prostu odpadł w przedbiegu z wyścigu szczurów.

Bodziec

impuls_blog.gifDlaczego znika w nas wrażliwość? Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Jeżeli masz ochotę to skomentuj moje przemyślenia. Żyjemy w ciekawych czasach. Drzewo ludzkości tak się rozrosło, że nasza świadomość rozróżniająca nie nadąża za bodźcem. Dlatego podcinamu gałąź na której siedzimy. Każda gałąź tego drzewa, to bodziec, który stworzyliśmy, aby zaspokoić naszą zachłanność Jesteśmy jak rozstrojony instrument, dlatego zwracamy się do Stwórcy i przez ten wieczny hałas przebijają się tylko nasze modlitwy, które zawsze działają, ponieważ Ten, co nas stworzył nie przypomina naszych ziemskich rodziców. On nas po prostu i tak zwyczajnie kocha. Warto chociaż na chwilę odrzucić bodźce bombardujące nas ze wszystkich stron. Cisza, ktorą wtedy usłyszymy, to jest nasz dom. Wspaniały dom tego, co nas stworzył. Tam odnajdziemy nasze wieczne zabawki, kolory, które uzupełniały naszą aurę i harmonię, do której tak dązżmy. Tam odnajdziemy spokój i siebie samych. Bo to właśnie tam jest nasz prawdziwy dom. My już mamy dom, nie musimy go szukać, budować ani nawet walczyć z drugim człowiekiem o miejsce do życia. Pomyśl przez chwilę, czy chociaż jeden z nas przyszedł na tą ziemię z czymś, lub opuścił tą ziemię z czymś? Nigdy tak nie będzie, ponieważ my jesteśmy stworzeni kompletni. Niczego nam nie brakuje i nie brakowało. Skąd więc wziął się nasz pęd do gromadzenia rzeczy? Czy to miałoby być nasze szczeście? Dlaczego zachowujemy się jak w szkole marketingu i wymyślamy coraz to nowe opakowania dla nas samych? Czy naprawdę od opakowania zależy wartość produktu? A może właśnie opakowanie ma skutecznie zamaskować to, że czujemy się bezwartościowi?

Miłość czy miliard?

waga_blog.jpgTylko miłość Ci w głowie! miłością sobie nie pojesz! Każdy z nas chyba zna to zdanie, czy ono jest prawdziwe? Czy można sobie pojeść miłością? Moiom zdaniem wszystko w naszym życiu może stać się miłością. To my decydujemy o tym, czym stają się energie, które goszczą w naszym życiu. Nikt poza nami nie zmieni tego, co odczuwamy. Dlatego tak ważne są nasze wybory. Na jakich wartościach czy doświadczeniach opieramy nasze decyzje wybierając miłość czy miliard? Co jest takiego złego w miliardzie a co dobrego w miłości, że kładziemy je na dwóch szalkach jednej wagi? A może to tylko nasze postrzeganie jest błędne? Może miłość i miliard mogą leżeć na jednej szali? Czy człowiek, ktorego wypełnia miłość musi być biedny? Jeżeli miłość jest pełnią i my jesteśmy miłością, to znaczy, że nic nam nie brakuje. A jeżeli nic nam nie brakuje, to miliarda także. Ufff…, a więc mamy miliard. A jeżeli mamy miliard, to dlaczego nie znajdujmy go na naszym koncie? I tutaj pojawia się problem, który ma źródło w naszych poglądach ukształtowany przez wiele wcieleń. Nasza przysłowiowa waga to nasze wzorce myślowe każą nam położyć na jednej szali dobro a na drugiej zło. Może warto spróbować zamienić wagę na wspaniałe duże naczynie wypełnione obficie miłością. Już mamy naczynie, teraz pobawmy się w wbudowanie wiary. Skoro naczynie jest pełne miłości a miłość zawiera wszystko, to w każdej chwili możemy wyciągnąć z niego wszystko co tylko chcemy. Nie bójmy się wybierać. Pamiętajmy tylko o naszym naczyniu, które w każdej chwili może sie przenieść, za sprawą naszej woli, do naszego serca. Teraz nie jest już to ograniczone naczynie, ale nasze własne źródło obfitości. Bo cały sekret jaki się kryje w wyborach, to to, że źódło obfitości wszystkiego jest w nas a nie poza nami. To tam należy sięgać po wszystko czego pragniemy. Dlatego twierdzę, że miłością można sobie pojeść i nigdy nie uwierzę w to, że ktoś, kto mnie kocha i mnie stworzył mógłby kiedykolwiek chcieć, abym była głodna.

Seks czy zjednoczenie

zjednoczenie_blog.jpgNigdy nie uwierzę w to, że Stwórca dał nam do tworzenia energię seksualną po to, abyśmy mogli pobawić się w zwierzęta. A wielu z nas w taki sposób ją wykorzystuje. Nie jest moim celem, jak to piszę, krytykowanie kogokolwiek. Raczej chciałam zachęcić nas do sięgania i odkrywania w sobie coraz to większych możliwości. A moim zdaniem możliwości człowieka są nieograniczone w każdej dziedzinie a więc w seksie także. Czy jest możliwe osiągnięcia zjednoczenia w seksie i czym właściwie jest zjednoczenie? Może zacznijmy od tego, że seksualność każdego z nas jest czymś tak naturalnym jak oddech. A co za tym idzie nagość także. Przecież rodzimy się nadzy. A skoro tak przychodzimy na świat, to znaczy, że nie ma w tym nic złego ani wstydliwego. Jeżeli zrobimy ten pierwszy krok i zaczniemy się cieszyć naszym nagim ciałem, to nie będzie to nic niewłaściwego. Zapoznawajmy się z naszym ciałem bo jest to bardzo potrzebne w seksie. Następnie przyjdzie czas na zapoznawanie się z ciałem partnera czy partnerki. Nie śpieszmy się z tym. Nie sadzę by Stwórca się spieszył, gdy nas stwarzał. Po tym co stworzył widać, że miał bardzo dużo czasu. Dajmy sobie czas na poznanie siebie, partnera i naszych reakcji. Pozwalajmy sobie aby powoli budziły się nasze zmysły. Partner, czy partnerka to nie wróg z którym należy walczyć, ani przeciwnik, któremu chcemy coś pokazać. Jeżeli idziemy drogą do zjednoczenia, to znaczy, że jest to osoba, którą wybraliśmy aby stać się jednym. Dlatego warto troszkę pomyśleć zanim się zdecydujemy jaką drogą chcemy iść. Na drodze do zjednoczenia nie będzie już żali ani pretensji, znikną oskarżenia a w zamian pojawi się coraz więcej czułości, delikatności, wrażliwości. Efektem końcowym będzie miłość bezwarunkowa. Bo tak naprawdę właśnie po to tu przychodzi każde z nas, aby stać się jednością ze wszystkim co żyje. Ja widzę to w taki sposób, jeżeli masz inne zdanie, to podziel się z nami.