Kafejka tlenowa

tlen_blog.jpgBrakuje nam słów aby wyrazić to co czujemy. Powiadają, że gdy się kocha, nie trzeba o tym mówić. Albo to się rozumie samo przez się. A to nie prawda. Nasze słowa to także wymiana energii. Przyjżyjmy się naszemy samopoczuciu. Po miłej rozmowie z kimś, podczas której była wymiana energii, czujemy się dobrze, cieszymy się z tego czasu spędzonego razem i chcemy to jak najszybciej powtórzyć. Jeżeli natomiast nasza rozmowa była monologiem jesteśmy zmęczeni i chcemy od tego jak najszybciej uciec. Dlatego uczmy sie dobrych słów, które wzbogacą nas i wszystkich do których będą kierowane. Może dlatego jest mi przykro, gdy słyszę te koszmarne skróty w stylu: „narka”, hejka”. Jak tak dalej pójdzie, to bedziemy się porozumiewać chrząkaniem. Po zdjeciu maski tlenowej, która bedzie cały czas na ustach, ponieważ zaniknie zupełnie wymiana energii miedzy nami a tego już się nie da kupić.

Miłość

serce_kwiatek-resizedDlaczego miłości trzeba się uczyć? Pewnie dlatego, że nie pozwalamy sobie nią być. A może po prostu w to nie wierzymy? I jak ślepcy potrzebujemy do tego czerwonego serca z materiału. Serce to, ma tym większą wartość im jest większe i więcej za nią zapłacimy. A może dlatego, że chodzi nam o potęgę. Przecież w kółko powtarza się nam: ‚Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz”. No więc uczymy się i uczymy aż zasłużymy już na to, aby nie być Jackiem, tylko panem magistrem Jackiem. A miłość, czy jak się jej już nauczymy, to będziemy Panem czy Panią miłością? Powiecie głupota. Właśnie. Miłość wydaje się być taka uboga. Nie ma tytułów ani splendorów. To dlaczego tak za nią tęsknimy? Może tylko uwierzmy w to, że ten kto nas stworzył bardzo nas kocha i sam jest miłością. A więc my także. Nie musimy się uczyć miłości. My nią po prostu jesteśmy i basta. Ja Lonia nadaję sobie najwyższy tytuł we wszechświecie. Ja Lonia jestem Miłością. I Ty też.

Bo do tanga trzeba dwojga.

tango_blog.jpgJak to zrobić aby dwoje chciało na raz? Oto jest pytanie, które dręczy ludzkość od wieków. Zacznijmy od początku. Ja już jestem i w jakimś tam stopniu znam siebie, albo mi się tak wydaje. Nasza ulubiona postawa – asekuranctwo. Jak tu powiedzieć, aby się zabezpieczyć przed ewentualnym atakiem, to jest dopiero pytanie. Większość naszego czasu spędzamy na zabezpieczeniu się przed czymś albo prawdziwym, albo i nie. Ale dla nas jak najbardziej prawdziwym. I gdy już jesteśmy doskonale zabezpieczni (tak nam się wydaje) pojawia się ten ktoś. Co teraz zrobić, przecież On czy Ona nam się podoba. Ale nasze zabezpieczenia też działają. No trudno, trzeba z czegoś zrezygnować, ale z czego? Z partnera nie chcemy, no więc wychodzi zrezygnować z zabezpieczeń. Ale zaraz, przecież można je tak dobrze ukryć, że nikt nie zauważy. No i ten genialny, wydawałoby się, pomysł wprowadzamy w życie. Zaczynamy się spotykać i niby wszystko jest dobrze, a jednak coś jest nie tak. Czujemy, że nie tak miała wygladać ta miłość. Teraz uznamy, że miłość w związku jest przereklamowana i zrezygnujemy z niego, albo lęk przed byciem samemu weźmie górę i starym nawykiem stworzymy nowe zabezpieczenie, teraz już przed partnerem.
A może spróbować inaczej? Nie stwarzać nowych zabezpieczeń, powiedzieć sobie: „Od dziś jestem bezpieczna, oddaję się pod ochronę temu, kto stworzył mnie i mojego partnera.” Jeżeli tak zrobimy i zaufamy, że nasz partner chce dla nas jak najlepiej, to nawet, gdyby partner był karmicznie zobligowany do krzywdzenia nas, nie wyjdzie mu to ponieważ w ten prosty sposób rezygnujemy z bycia jego ofiarą. A może dojdziemy do czegoś więcej? Może nasz związek stanie się tym o którym będą mówić: „A tym się udało”. Tylko my będziemy wiedzieli, że nic nam się nie udało, to tylko a może i aż nasza wiara i ufność otworzyła dzrzwi dla miłości.

Daj i masz

daj_masz_blog.jpgDawno temu byli sobie dwaj bracia. Jeden miał na imię Daj a drugi Masz. Rodzice bardzo kochali swoich synów, dlatego energia harmonijnie przepływała w tej rodzinie. Minął jakiś czas i chłopcy dorośli. Teraz obydwaj byli piękni i mężni. Nadszedł czas aby wyruszyli w świat i ułożyli sobie życie, zakładając własne rodziny. Daj wyrósł na delikatnego i wrażliwego mężczyznę, natomiast Masz był bardzo twardym i hardym młodzieńcem. Daj postanowił wyruszyć na północ a Masz na południe. Okazało się, że na północy mimo chłodów i mrozów, żeli bardzo ciepli ludzie. Może to klimat a może nie spowodował, że ludzie tam mieszkający byli życzliwi dla siebie. Razem żyli, pracowali i razem też się cieszyli ze swojej obecności. Daj szybko zaprzyjaźnił się z okolicznymi mieszkańcami a ponieważ chętnie dzielił się ze wszystkimi tym co miał, oni także tym samym mu się odwzajemniali. Wkrótce stał się bardzo bogatym człowiekiem, bo w tej krainie skutej lodem nie było biedaków. Każdy chętnie dawał i dlatego wszystko wracało szybciej, niż zdążyli pomyśleć.
Masz natomiast poszedł na południe. Było tam bardzo ciepło i przytulnie. Nie wiadomo dlaczego ludzie tam mieszkający byli ospali, niechętni do jakichkolwiek działań. Może to przez pogodę a może nie… Masz od razu popadł w atmosferę tego miejsca i na każde zawołanie odpowiadał „nie mam”. Tak mijały lata i Masz stawał się coraz słabszy i coraz bardziej samotny. Mimo tego, że nazywał się Masz, był bardzo biedny i smutny. Do tego poznał jeszcze pewną panią, która miała na imię Chytrość. Ta przyjaźń sprowadziła na świat dziecko o imieniu Lęk. Rodzina ta mimo pięknego słońca i wspaniałej krainy przyjaznej ludziom, była zgorzkniała i wylękniona. A tak dobrze się zapowiadało… Z jednego domu wyszli, jednego się uczyli. A może to imiona spowodowały, że taką drogą szli? Ty jaką wolisz kolejność: daj-masz czy masz-daj? A może mam i daję?

Parapsycholog

profesor_blog.jpgKto to taki? Wyobraźmy sobie, że stoi pani, która nazywa się Para a obok niej stoi pan, który nazywa się Psyche. A „log” to tylko zalogowany na ziemi psycholog. Ale wróćmy do naszej pani Pary. Pani Para, to energia z której można ulepić różne kształty, jak z modeliny. A pani psych to nasza dusza. A więc co robi pan Psycholog, mieszkający na ziemi? Bierze do rąk naszą duszę, ogrzewa ją energią, która płynie z jego serca i kształtuje jak modelinę, aby duszyczka, która mieszka w naszych ciałach już wiedziała dokąd i jak ma iść. Zapytacie więc, kim jest parapsycholog? To tak mądre słowo, też jest przyjazne nam ludziom. Parapsycholg to taki człowiek, który podobnie jak psycholog mieszkający na ziemi, bierze naszą duszyczkę za rączkę i prowadzi ją tam, gdzie jest ocean wszystkiego, czego ona potrzebuje. A różnią się Ci panowie tylko tym, że pan Psycholog wie to, czego się nauczył a pan Parapsycholog wierzy, że istnieje coś więcej. I na miarę jego wiary się dzieje. Jeżeli duszyczka z którą idzie uwierzy, że może istnieć coś więcej, to to zobaczy. A jeżeli nie, to zawsze może jej pomóc pan Psycholog. Dlatego wszystko na tej ziemi jest potrzebne i nie ma o co toczyć waśni ani sporów. A tak na marginesie, to czy Bóg jest psychologiem czy parapsychologiem, bo na pewno jest specjalistą od duszy? Zakładając, że istnieje.