Prezent od ojca

RTEmagicC_diamond3_01.jpgGdy postanawiamy zejść na ziemię, woła nas do siebie Ojciec, sadza nas na kolanach i staje się światło. Mówi do nas tak: „Moje dziecko, wiesz, że kocham Cię najbardziej na świecie. Jesteś kawałkiem mnie, jesteś światełkiem, które chce iść na ziemię i rozświetlać innym drogę. Chciałbym Ci dać prezent, który będzie z Tobą szedł, aż wrócisz znowu do mnie. Ten prezent nigdy nie zniknie. Możesz go tylko tak głęboko schować, że nie będziesz mógł go później odnaleźć. Ale on i tak zawsze będzie z Tobą.” Otwieramy rączki i Bóg wkłada nam w nie wspaniały brylant. I Ty który czytasz, zamknij teraz oczy i przypomnij sobie, jak pięknie bawiły się z Tobą kolory, którymi mienił się brylant, który dostałeś od swojego Ojca. Co z nim robiłeś, jak się bawiłeś. Cały czas w brzuszku mamy bawisz się tym brylantem do woli. Zaczynasz się rodzić i tak sobie myślisz: „Kurczę, trzeba coś z tym zrobić, przecież to zgubię po drodze.” Składasz rączki na serduszku a ponieważ brylant od Twojego Ojca nigdy nie był twardy, hop i już jest w środku. Wychodzisz na świat i świecisz. Dlaczego tak kochamy małe dzieci, dlaczego ciągnie nas, aby je całować? Dlaczego chcemy bardzo blisko nich przebywać? Może dlatego, że już zapomnieliśmy, że nasz Ojciec każdemu z nas wręczył na drogę taki brylant w którym zamknął wiarę, nadzieję i miłość. I to my schowaliśmy go do własnego serca. Zapomnieliśmy tylko, do czego go używać. Może wyjmijmy go teraz z serca, połóżmy go na własnych rękach i odpowiedzmy sobie na kilka pytań. Zamknij oczy i zobacz, że na Twoich rękach leży kawałek Boga i nas pyta: „Dlaczego nie wierzysz w siebie? Dlaczego nie wierzysz, że jesteś pełnią? Dlaczego nie wierzysz, że jesteś miłością? Dlaczego nie wierzysz, że jesteś zdrowiem? Dlaczego nie wierzysz, że jesteś mocą największą we wszechświecie? Takim Cię uczyniłem. Jeżeli umiałeś schować samego siebie,to umiesz też wyjść i uwierzyć, że Ja to Ty a Ty to Ja. I nic innego nie istnieje. Jesteś pełnią. Jesteś miłością. Jesteś zdrowiem. Jesteś mocą największą we wszechświecie. Jesteś wiarą, nadzieją i moją największą miłością. UWIERZ a stanie się światłość.
Bo poza światłem nic innego nie istnieje. Bo to z mojej miłości i mojego światła zbudowany jest cały ten świat.

Latające pudełko

Moja wnuczka:

- Mamo kupisz, no kupisz?

- Przestań nie kupię, bo pieniądze nie rosną na drzewach.

Mija dzień i noc.

Moja wnuczka: „Mamusiu idź spać i tam idź pod to drzewo, bo tam pod tym drzewem leży bardzo dużo pieniędzy. Pozbieraj, przynieś i kup mi tą zabawkę. ”

I słyszę od córki w telefonie:

- Mamo, czy ty słyszysz co ona mówi?

- Tak, słyszę. Marcelinko powiedz babci, co tam jeszcze jest?

- A tam są elfy babciu i królewny i szafa w której się chowam i która się sama przesuwa. Chowam się bo tam mnie nie znajdzie Oliwia. I moje zaczarowane pudełko do którego wchodzę i latam.

- Pięknie słoneczko – odpowiadam.

[...] A gdzie jest Twoje zaczarowane pudełko?

Ciasto

placek-drozdzowyDo czego potrzebny nam przepis? I tutaj słyszę w mojej głowie: „Ano do tego, coby upiec dobre ciasto”. I tutaj, gdybyście mnie widzieli, zobaczylibyście rumieńce wstydu na moich policzkach a w mojej głowie awanturująca się moją podświadomość. I taki dwugłos: „Nie zrobisz tego. Zrobię. Nie zrobisz tego. Zrobię. Nie zrobisz tego. Zrobię”

A teraz możecie czytać dalej. Moje pierwsze ciasto to :) Mam nową stolnicę. Wysypuję na nią mąkę, oczywiście najlepszą jaka dostałam. Wybijam do mąki jajka, oczywiście od najlepszych kur. Dodaję masło, oczywiście ocieplone. Cukier, proszek do pieczenia to ostatnie elementy mojego ciasta. Zagniatam wielki placek. Piecze się. Pilnuję, zachwycam się i znowu pilnuje. Wyjmuję z piekarnika i co to. Moje ciasto nie da się ukroić. Wynoszę szybko do śmietnika. Sprawdzam, czy da się go przełamać, jak uderzę o pojemnik. Nie dało się. Siedzę na stołku, konsternacja. Łzy płyną po moich policzkach.

Czy potrzebny jest przepis aby kochać, aby żyć, aby pozwolić sobie być? Ja nie podam Ci przepisu ale podam Ci lusterko. Nie wiem czy lepszy jest przepis czy lusterko. Temu co zobaczysz w lusterku będziesz mógł dać w zęby a wtedy lusterko się potrzaska i siedem lat nieszczęścia. I teraz rodzi się malutki, różowiutki, uśmiechnięty lęk. I co od niego usłyszysz: „Wiem, że we mnie wierzysz, bo inaczej nie urodził bym się u Ciebie. Zaopiekuj się mną”. Ile lat będziesz się opiekował swoim lękiem. Siedem?, siedemnaście czy sto siedem? Eee, sto siedem to nie. Bo w to, że będziesz żył sto siedem to Ty nie uwierzysz.

Przyjaciele z podwórka

Wczoraj zawołałam moich przyjaciół z podwórka, tu, tam, siam i owam. I podpłynęliśmy na lotniskowcu pod obcy kraj. A w naszym radiu nie cichło S.O.S. Zaczęliśmy startować po kolei. Ponieważ jeden z naszych przyjaciół ugrzązł w dżungli. Nic nie widział, nic nie słyszał, jak to w dżungli. Dzisiaj jest już z nami. A naszą super jednostkę można obejrzeć na obrazku.

IMG_1441-resized

Obroża

Zaznasz. W momencie gdy mała iskierka wydobędzie z siebie ten płacz.

Założyli mi obrożę. Podobno wysadzaną cyrkoniami. Każda z nich to słowo „Mama”. Idę w lewo – śmieciarka – hałaśliwy smok ziejący ogniem. Idę w prawo – neon wali mnie po oczach. Nie umiem iść prosto. Moja wyciągnięta rączka opada w dół. Nie umiem znaleźć ciepłej ręki. Nie umiem iść, będę stała. Może znajdę rękę, która mnie kocha. Liczę łzy – czy już wystarczy aby kupić ciepło?

No dobra, idę z powrotem do tego worka. Chociaż tak mi się chce, że eh

Obok mnie leży już wielka kupa a ostatnie to wiązanka ślubna z żonkili, które maiły przynieść wiosnę w moim życiu. Smutna ta wiosna jakaś. Krwawa plama na prześcieradle, łzy. Najpiękniejsze z tego, są te małe buciki. Nareszcie coś mam. Coś własnego, schowanego we mnie, nikomu nie oddam, nikomu się nie przyznam, że nie znalazłam tego, komu chciałabym urodzić weselne dzieci. A jednak coś we mnie się rusza, coś tam żyje. Ciekawe kto to? Czy będę umiała to kochać. Ja, która nigdy nie zaznałam miłości? cdn.

Słowa

Jestem z Tobą. Z Tobą jem. Z Tobą śpię. Z Tobą tworzę nowy dzień. Dlaczego nie wierzę Twoim słowom? Bo Twoje słowa są jak pranie suszące się na słońcu. Wystarczy pociągnąć i znika poczucie bezpieczeństwa.

Kiedyś byłam liściem, wiosennym, zielonym liściem. Uczyniłeś ze mnie suchy, jesienny liść. Wziąłeś go do ręki i rozkruszyłeś z uśmiechem na ustach. Długo mi zajęło, żeby poskładać się z tych kawałeczków i dzisiaj już nie wierzę w Twoje słowa. I tak sobie myślę, czy to jest moja nagroda? Czy kara, którą sobie wyznaczyłam?

Akt wiary – podziękowanie.

Piszę do Państwa ponieważ kocham słowa. I dla mnie są one energią, która może nas przewrócić na ziemię i wynieść pod niebiosa. Zacznę od tego, że chciałabym podziękować naszej Madzi Czarodziejce, która prawdopodobnie do teraz nie zdaje sobie sprawy z tego, że powołała do życia potężny akt wiary. I nam wszystkim za to, że codziennie modlitwa z naszych serc płynie do jednego z nas, który tak jak my jest światłem ubranym w ciało. Mocno wierzymy w to, że jeżeli to światło stanie się silne mocą jego i naszej wiary, ciałko pójdzie za nim. Bo zawsze ciało idzie za duszą. Napisałam to po apelu Madzi o sprzątaniu i przekazywaniu rzeczy na licytacje. Może posłuchajcie Państwo, jak ja to widzę. Istnieje coś takiego jak Bank Boży i każdy nasz post, każda rzecz, wystawiona na licytację, każda rzecz zakupiona na licytacji jest taką wpłatą do Banku Bożego. W każdej chwili, każdy z nas może wypłacić to, czego będzie potrzebował. Dowodem na to jest Hubert, który teraz znajduje się w potrzebie. Już w Biblii jest napisane: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” [Mt 18,20] Dlatego nie wystawiajmy na licytację rzeczy z myślą, że nam już nie są potrzebne. Raczej obdarujmy je myślą: „Wystawiam rzecz, która kiedyś była dla mnie bardzo cenna. Niech teraz przyniesie jak najwięcej korzyści tej małej duszyczce, która tego potrzebuje.” I niech na miarę wiary nas wszystkich się stanie, bo już Jezus powiedział „Według wiary waszej niech wam się stanie!” Chciałbym także podziękować Panu Pawłowi za zaproszenie mnie do udziału w tak pięknym akcie wiary. A ponieważ nawet nie wiedział ,że mnie zaprasza to jest to też dowód na to, że nie ma przypadków. Wszyscy jesteśmy tu nie przez przypadek. Jak powiedział już Jezus: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” [Mt 25,40]. Myślę, że jesteśmy tutaj bo jest już w nas gotowość do podarowania drugiemu człowiekowi potężnej wiary w siebie, która uzdrawia.
NIE NAM DANE JEST DECYDOWAĆ, NAM DANE JEST WIERZYĆ.
Z całą miłością dla nas wszystkich powierzam nas Stwórcy

Wszystkich, którzy to czytają zapraszam serdecznie do grupy chłopca, który potrzebuje naszej pomocy: Otwórz serce dla Huberta