Wąż, sssss

Wczoraj moja córka, bardzo zdziwiona, opowiada mi pewną historię, która się ciągnie już od jakiegoś czasu. Ojciec jej koleżanki jest chory na nowotwór i trzyma się rękami i nogami życia. Po prostu nie chce umrzeć. Co koleżanka kwituje jednym zdaniem: ”No mógłby już umrzeć, bo już nie mam siły latać w te i we wte, robić tego i owego”

Wczoraj słyszę od mojej córki:

- Wyobraź sobie mamo, że ojciec tej koleżanki zmarł. I jak to się stało? Parę godzin po wizycie księdza. Jak do tej pory cała rodzina była bardzo skłócona, tak teraz wszyscy są nagle pogodzeni. Jak to się stało?

- Moim zdaniem ksiądz pomógł człowiekowi odczepić się od wszystkiego co go łączy z  ziemią. Chociażby na tą chwilę w której dusza może opuścić ciało. W tej rodzinie nie zapanowała zgoda. Gdyby się dobrze przyjrzeć, to wąż panujący w ich emocjach tylko się rozpłaszczył. Ten co ma oczy do patrzenia i uszy do słyszenia to widzi wystający łeb i syk rozchodzący się po kątach. Okaże się wszystki w całej okazałości w momencie podziału majątku. Bo ten człowiek nie chciał czegoś zostawić, tak jak Ci, którzy zostali nie chcą sobie nawzajem nic dać. I nie wiem, czy tu jakikolwiek ksiądz coś pomoże.

piasek-waz_E

Nasze moce – supermenki w mojej rodzinie

choinka3-strona2Moje wnuczki w przedszkolu dostały paczki od Mikołaja. Potem dostały paczki od okazjonalnego Mikołaja – kolejne słodycze. Później poszły na spotkanie z Królową Śniegu, gdzie znowu dostały słodycze w paczce. Starsza wnuczka ze skrzywioną miną powiedziała: „Eee, znowu słodycze?!”. I tutaj córka zaczęła tłumaczyć: „Nie mamy tyle pieniążków, duże prezenty będą pod choinkę.” I to chyba wyzwoliło moce kreacji moich wnuczek.
Dwa słoneczka wzięły sprawy w swoje ręce. Gdy znalazły się na jarmarku świątecznym, gdzie losowano choinki w zamian za zakupy wyrobów dzieci ze szkół, z całą dziecięcą radością biegały, rozsiewając radość po wszystkich ludziach wokół. I wtedy taka zakamuflowana Dobra Wróżka podeszła do mojej córki i wręczyła jej dziesięć losów: „Proszę, może córki wygrają, ja nie potrzebuję choinki”.
W momencie kiedy doszło do losowania córka stwierdziła: „Nie będę się przepychała, idzie sobie do Mikołaja” . Oczywiście dwa małe słoneczka przechodząc pod pachami stojących ludzi, przedostały się tuż obok Mikołaja. I co się okazuje, po wielkim napięciu podczas losowania, bo choinek ciągle ubywało: pięć, cztery, trzy, dwie i… pada wymarzony numer. Dwumetrowa choinka jest dla moich wnuczek. Wyobraźcie sobie dwa maluchy, jeden metr-dwadzieścia, drugi metr-dziesięć targające przez tłum dwumetrową choinkę wprost przed oblicze mamy. I teraz z opromienionej szczęściem buzi padają słowa, te najpiękniejsze w oczach matki brylanty:
- „Mamusiu nie cieszysz się? Nie będziesz musiała wydawać pieniążków!”
Każda matka wie teraz co czuła moja córka. W głowie kłębiło się jej szczęście dzieci, droga tramwajem z dwumetrową choinką, ponieważ kiermasz był w innym mieście i dwa słonka, które są w ciągłym ruchu, do przypilnowania. I co się okazało, jak już wtargały choinkę do tramwaju i córka przeprosiła współpasażerów za niewygodę, ponieważ choinka została wygrana przez moje dzieci i musimy dojechać do domu, atmosfera zrobiła się świąteczna a ludzie zarazili się szczęściem moich wnuczek, uśmiech zagościł na ich twarzach i życzyli sobie wesołych świąt.
Napisałam to po to, aby obudzić we wszystkich, którzy to czytają moc radości, która uruchamia wszystkie moce jakie posiadamy. Moc wiary, moc kreacji a na końcu najpotężniejszą moc miłości, która może objąć już nie tylko tramwaj ale cały świat, bo wszystkie moce już posiadamy, wystarczy tylko je uruchomić. To miłość jest tym, co puka do naszych serc.
Czyż takie dzieci, jak już dorosną nie mają dużych szans na wygraną w totolotka? Przez całe święta będą patrzyły na swoją wielką wygraną – zajmuje całe mieszkanie. I czy nie warto się zastanowić gdzie w nas mieszka nasza bieda? Gdzie chowa się przed nami Dobra Wróżka, tak zwana okazja w naszym dorosłym życiu? Może wystarczy się uśmiechnąć a Dobra Wróżka stanie przed nami w całej okazałości. A wewnętrzna bieda pójdzie do tego, kto jej potrzebuje.

Rekawiczka – ciąg dalszy Prawdy

Pisałam dzisiaj na Facebooku o prawdzie. I przypomniało mi się coś co warte jest napisania.

Jest piękny, słoneczny dziań. Idę do komunii. Na łóżku leży biała sukienka, wianuszek, rękawiczki. Ja przejęta do granic wytrzymałości, ponieważ ten biały strój, ten biały wianuszek to chodzące piękno i NIEWINNOŚĆ. Jestem już w sukience i radość przepełnia moje serce. Ale co to, chce mi się do ubikacji. Zadzieram sukienkę i załatwiam się. Szybko łapę za papier i wycieram pupę. Patrzę na rękę. Moja piękna, biała, rękawiczka jest ubrudzona kupą. Czuję jak fala gorąca oblewa mnie całą. I co teraz, co mam zrobić? No trzeba to jakoś schować, przecie nie będę w jednej rękawiczce, ponieważ mam być w białej sukience, w białych bucikach, białym wianuszku i w białych rękawiczkach. Zaciskam dłoń w pięść aby nie było widać kupy na mojej rękawiczce. Idziemy do kościoła, ustawiają nas w równiutkie rzędy i Bóg mówi do nas. A ja nie słyszę nic, taka niegodna, taka winna kupy na rękawiczce. Nic nie pamiętam ze słów, które tam padały. Nic nie pamiętam z żadnych opłatków, których podobno nie miałam połykać. Nic nie pamiętam ze stroju, który był taki wyjątkowy. Ale pamiętam kupę na białej rękawiczce. Nie pozwala mi o sobie zapomnieć za każdym razem kiedy wydaje mi się, że coś zrobiłam źle. I co mi zostało z prawd, które wtedy usłyszałam, zobaczyłam i przeżyłam? Kupa na białej rękawiczce.


95439_dziewczynka_laka_kwiaty_maki

Ognisko

Kilku kompanów w lesie rozpaliło ognisko aby przygotować sobie jedzenie. Jedzenie się gotowało a on zabawiali się rozmową. Co chwilę wybuchały salwy śmiechu. Po chwili zauważyli, że do nich zbliża się człowiek w łachmanach. Poprosił o coś do jedzenia. „Wynoś się z stąd” – usłyszał w odpowiedzi. Człowiek pomalutku zaczął odchodzić w milczeniu. Jeden z siedzących przy ogniu wyciągnął nóż zza pazuchy i żeby było śmieszniej, rzucił człowiekowi w plecy. W pierwszej chwili wszyscy wybuchnęli śmiechem. Śmiech ucichł, gdy człowiek się odwrócił. Zobaczyli twarz Jezusa i oniemieli. Ten który rzucił nożem, padł na kolana i błagał „Panie przebacz”. Ja myślę, że Jezus przebaczył ten czyn w momencie, gdy powstał w głowie tego człowieka. A kiedy ten człowiek wybaczył to sobie?
JAK SZYBKO PRZEBACZASZ I JAK SZYBKO CHCIAŁBYŚ ABY TOBIE BYŁO PRZEBACZONE?
Bo jest powiedziane: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich najmniejszych mnieście uczynili”
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Tylko Ty decydujesz o tym czy będą to święta Twojego serca czy kolorowe bombki i plastykowe mikołaje. A co płonie w Tobie? Ognisko złości czy słońce miłości. To i to daje ciepło. Co wybrałeś?

Pamiętasz, kiedyś wybierałeś tak:


http://www.dreamstime.com/royalty-free-stock-image-child-s-drawing-funny-sun-over-blue-sky-artistic-watercolor-style-image-was-hand-drawn-six-years-old-image55172816

Jaka to bajka?

arte-fm-9045-DSC07789Grudzień to taki magiczny czas. Dookoła już świąteczne dekoracje. Przypomnij sobie co czułeś/czułaś jak byłaś/eś małą dziewczynką/ małym chłopcem a wokół ciebie wyrastały choinki, rozświetlały się lampki a powietrze też pachniało magią.
„Śpiesznie zapaliła trzecią. Płomyk strzelił w górę, zamigotał i rozprysnął się na wszystkie strony, iskrząc się w powietrzu niby świeczki na choince. Ach, choinka! Tuż przed nią stoi wspaniała, wielka, jaśniejąca światłami, piękniejsza i strojniejsza od tej, którą widziała przez szklane podwoje w mieszkaniu bogatego kupca. Ileż świeczek! Tysiące! Takie ciepłe, jasne. Dziewczynka wyciągnęła ku nim obie rączki… a wtem zapałka zgasła. Ale maleńkie iskierki unosiły się w górę, coraz wyżej, wyżej i zajaśniały między gwiazdami na niebie. Och, jedna spadła, i smuga ognista zagasła za nią.
— Ktoś umarł — cicho szepnęła dziewczynka, bo słyszała od babki, którą kochała bardzo, że kiedy gwiazda spada, to dusza człowieka odlatuje z ziemi do nieba. Znów zapłonęła zapałka i w świetle, które zajaśniało, dziewczynka ujrzała tę najdroższą babunię, całą jaśniejącą ciepłym, łagodnym blaskiem. Staruszka z miłością patrzała na wnuczkę, uśmiechała się do niej.
— O, babciu, weź mnie z sobą! — zawołało dziecko. — O, weź mnie, babciu! Ja wiem, że ty znikniesz, skoro zapałka zgaśnie, jak zniknął piec ciepły, gęś i choinka. O, nie znikaj, babciu!
Drżącą z pośpiechu i mrozu rączyną zapaliła dziewczynka całe pudełko od razu, tak bardzo chciała zatrzymać babunię. I buchnął jasny płomień, jaśniejszy od słońca, i babka nigdy tak piękna nie była, tak płomienna i jaśniejąca. Uśmiechnęła się znowu do małej dziewczynki i wzięła ją na ręce. Teraz podniosły się obie wysoko, coraz wyżej, ku gwiazdom, ku światłom wspaniałym, gdzie nie ma głodu, chłodu ani trwogi, aż przed tron Boga.
Nazajutrz w kąciku pod murem, ujrzano zmarznięte ciało dziewczynki. Na twarzy miała uśmiech na ustach, w dłoni spalone pudełko zapałek. Dzień noworoczny powitał ją blaskiem jasnego słońca, ludzie ze współczuciem patrzyli na drobne biedactwo.
— Chciała się ogrzać — rzekł ktoś, pokazując na spalone zapałki.
Nikt się nie domyślił, co widziała przed śmiercią w świetle tych kilku”
A teraz wyobraź sobie, że masz w ręce ostatnie dwie zapałki. Co w sobie masz takiego co mogą oświetlić twoje ostatnie dwie zapałki a co jest takiego na co chciałabyś/chciałbyś przeznaczyć wszystkie zapałki jakie posiadasz. Wiedząc, że następnych już nie będzie. W ten magiczny czas wszystko jest możliwe. Zajrzyj w siebie.
***


Jak żyć?

Był w moim życiu taki okres, kiedy czułam się jak wielki NIKT. I królowała w moim życiu ta piosenka:
„Miałam siebie na własność
Ktoś zabrał mi prywatność
Co mam zrobić bez siebie, jak żyć
Bez siebie, jak żyć

Miałam słowa własne
Ktoś stwierdził, że zbyt ciasne
Co mam zrobić bez słów, jak żyć
Bez słów, jak żyć

Miałam serce dla wszystkich
Ktoś klucz do niego obmyślił
Co mam zrobić bez serca, jak żyć
Bez serca, jak żyć

Miałam myśli spokojne
Lecz ktoś wywołał w nich wojnę
Co mam zrobić teraz, jak żyć
Jak teraz żyć.”
***
Ja już pożegnałam ktosiów.
I co się okazało?
Że tylko „Ja” mi zostało.
I teraz dopiero zrobiło mi się samotnie.
Ale wolę to stukrotnie.



I teraz wybierz Ty, czy wolisz w gromadzie ktosiów, czy samotnie bez poczucia winy. Bo dopiero wtedy sami siebie widzimy.
A teraz trochę prywaty. Wczoraj odniosłam wielkie zwycięstwo. Skoro test powiedział, że jestem niewinna, to wygląda na to, że nawet ktosie to zauważyły. Bo nic nie jest prawdą, tylko naszym złudzeniem, dopóty, dopóki nie stanie się przejawieniem.
W NASZEJ RZECZYWISTOŚCI :D
***
Byłam samotnym makiem, jestem dziewczynką z wiankiem.

mak_dziewczynka

Prawda cd.

Prawda to ja i ty.
Prawda to koty i psy.
Prawda to deszcz, który pada.
Prawda to też człowiek który człowieka zjada.
Prawdą jest pokój, prawdą jest wojna.
Tylko dlaczego nasza dusza tak niespokojna?
Bo duch jest spokojny, ale jest daleko. Za górą, za rzeką…

Bluszcz

Są na świecie tacy ludzie, jak są trujący bluszcz. Idziesz sobie człowieku po chodniku i tu nagle ciach-mach, zaczynasz być zielony i otoczony. Oglądasz siebie i widzisz: nogi masz okręcone zielonym bluszczem, tułów masz okręcony zielonym bluszczem, ręce masz okręcone zielonym bluszczem i bluszcz okręcił już Twoją głowę. Widać już tylko twoje świecące oczy. A twoje usta już nie wydają dźwięku bo szyja też jest otoczona. Jak długo będziesz mógł jeszcze oddychać? Czy dla takich ludzi nie warto być kaktusem?
Pokochajmy ogrody a przestaną nas truć.

Prawda

Prawda
Wiele miejsc wokół nas jest takich, gdzie prawdy sypią się jak brokat. I cóż z tego, kiedy niebo wysoko, ziemia nisko i choćby wszyscy święci wysypali tony brokatu, to mieni się on tylko przez chwilę i spada. Czyżbyśmy potrzebowali całej płachty foli aluminiowej? A może potrzebujemy kupić prawdę w supermarkecie. Czymże jest ta prawda, że wydaje się być przed nami tak ukryta. Kiedyś napisałam i w dalszym ciągu jest to aktualne:
Kupiłam sobie prawdę w supermarkecie. A ponieważ była promocja, to wszyscy ludzie wyrywali sobie ją z rąk. Pokażcie mi, kto nie zna prawdy?
Przyszłam do domu, rozpakowałam. Co się okazało? Że moja prawda jest mięciutka, różowiutka i pachnie gumą balonową. No to hop do buzi, mówię. I zaczynam żuć. Nawet nie możecie sobie wyobrazić tego co czuję. Żuję i czuję, czuję i żuję i się nią rozkoszuję. I tak mi chodzi po głowie, co by to było gdybym chciała przekazać moją prawdę. Przecież nie przyjmiecie mi czegoś, co wyjmę z buzi i wam podam (małe dziecko nie miało by żadnych obiekcji :) ). Chcę tylko abyście poczuli jak ja. Co czuję jak żuję, jak żuję co czuję i aby wasza prawda stała się też taka mięciutka, różowiutka i aby pachniała gumą balonową.
Dlatego właśnie lubię smerfy.

Moja droga z Reiki.

Reiki zapukała do mojego życia w momencie kiedy trzęsłam się jak galareta ze strachu i bardzo, ale to bardzo chciałam aby ktoś mnie przytulił. Choćby tylko po to abym nie słyszała tego przeraźliwego dzwonienia moich zębów. Krążyłam w moim życiu wtedy w miejscu, jak helikopter, który się obraca dookoła i ma zamiar zaraz spaść. Aż tu nagle słyszę, puk, puk. I odpowiadam warknięciem: „Kto tam.” Odpowiedź zaskoczyła mnie bardzo. To ja Bóg. Mam dla Ciebie sposób. Prosiłaś mnie o przytulenie i jestem. Sposób, który podarował mi Bóg nazywał się Reiki. Idę sobie dróżką ubrana w swoje oczekiwania, w swoje pretensje,  w swoje niewiary, w swoje krzywdy. Obok mnie idą, ledwo się mieszcząc na tej dróżce, wszyscy oni, którzy są winni temu, że ja się czuję taka winna. Patrzę, przystanek. Siadam. Przystanek nazywa się pierwszy stopień reiki. Mistrz, ciepły, dobry człowiek mówi: „Dobrze by było abyście otworzyli serca na drugiego człowieka”. Przekazuje nam opowieści o historii reiki, o pozycjach i stwierdza: „Teraz jesteście czystym kanałem do przepływu energii reiki”. A ja sobie siedzę na tym przystanku z walizeczką narzędzi, których ani umiem zastosować ani rozumiem. A co było dalej napiszę przy następnym spotkaniu. Mój stan najlepiej obrazuje ta piosenka:

„Jedyna co mam” – Czerwony Tulipan