Rozsypało Ci się

Koleżanka opowiedziała mi, jak się jej rozsypało życie. Mamy takie momenty, kiedy jak za dotknięciem różdżki złej wróżki rozsypuje nam się wszystko. Dla mnie takie rozsypywanie się życia jest zawsze błogosławieństwem. Możemy tylko w tym momencie być tym przerażeni. Zawsze daje nam to możliwość stworzenia kogoś wyjątkowego, kogo będziemy już kochali bezwarunkowo. I to będzie nasza kreacja. Moim zdaniem takie niszczycielskie siły działają, tylko na tyle, na ile My je swoim postępowaniem wprowadzimy do naszego życia. Nic i nikt w naszym życiu nie ma na Nas wpływu ani nad nami władzy. Moim zdaniem droga do siebie to uświadomienie sobie, że podlegamy tylko temu co sami dla siebie stwarzamy. Może warto pomedytować z tematem „miłość bezwarunkowa”, to wyjaśnia wszystko. Jeszcze tylko jedno, jesteśmy jednością i to co robi ten przysłowiowy dobry człowiek ma taki sam wpływ na nas jak to co robi ten przysłowiowy zły człowiek. W momencie kiedy przestajemy oceniać widzimy, że jesteśmy z jednego źródła i to My wybieramy zabawki, którymi chcemy się bawić. Całe stworzenie tylko nam w tym pomaga. Bo kocha nas bezwarunkowo.

Cyrk_Olimpia_zgliszcza_1995

Domek drewniany z ogródkiem

Wczoraj umieściłam obrazek z domkiem , który przylatuje na balonie z baloników :) Dzisiaj u koleżanki widzę  ogłoszenie o konkursie na domek drewniany i szybciutko idę na fejsbukową stronę. Robię to co organizatorzy sobie życzą i czekam . Koleżanka pisze Lonia zajrzyj na listę wygranych . Patrze i oczom nie wierze. Do wygrania są 3 domki i jeden z nich wygrałam JA.  Wcisneło mnie w stołek . Moja radość trwała kilka minut , okazało się że to oszustwo w celu uzyskania polubień. I tak sobie teraz myślę że jedni z nas tworzą sobie karme a inni zmieniając swoje czyny , uwalniają się od karmy. najważniejsza jest świadomość tego co robimy , bo prawo przyczyny i skutku działa zawsze . Nie ocenia nas , nie oskarża . DZIAŁA i nigdy nie zawodzi.imgp2449

Niebezpieczne afirmacje

Na zdjęciu jest kilka paczek banknotów. A pod spodem podpis – moja afirmacja bogactwa.Chciałam zwrócić uwagę na pułapkę w tego typu afirmacjach . Może też przez to nie wychodzić nam kreacja. Przy pliku banknotów może się włączyć zachłanność i wszystko, co się pojawi po drodze, będzie za małe, aby być z tego zadowolonym. Trzeba się sobie przyglądać . Najważniejsze jest, aby reagować na własne odczucia. Afirmacja działa zawsze i zawsze coś w naszym życiu zmienia. Jeżeli chcemy „coś” to nie ma sprawy, ale jeżeli chcemy coś więcej, to warto o tym pomyśleć. Najważniejsze jest to, czego chcemy . Duże pieniądze, które nagle wygrywamy a nie jesteśmy na nie przygotowani, mogą wywołać nie lada zamieszanie w naszym życiu. Stare programy nagle się ujawnią i trzeba będzie się z nimi zmierzyć. To tak jakby ktoś chodzący po ziemi dostał nagle skrzydła :) . Ja sprawdziłam, że najlepiej jest uzdrowić sobie przepływ, bo to oznacza, że wszelkie dobra jakich potrzebujemy, mamy zawsze, kiedy ich potrzebujemy. Nie zapominajmy, że nasze wewnętrzne dziecko też ma swoje zachciewajki a jest ważnym elementem w naszej kreacji i nie warto go ignorować.

milionwaga

Jak speniać swoje marzenia ?

Zgadzam się z Tobą co , do ostatniego zdania „Jednak każdy ma czasem chwile gdy chciałby to wszystko pierdolnąć w kąt…” cieszę się że u mnie już te chwile są coraz krótsze .Ja zawsze podpytuję siebie np tak : co mi przeszkadza w realizacji tego marzenia ? i daję sobie spokój . Często jak nie naciskam pojawiają się myśli lub tzw przypadki , które pokazują , czemu jeszcze nie teraz. Z tego co ja zauważyłam a co wydaje Mi się przeszkadza Tobie , to zdanie o mężczyźnie „Wiec tłumacze sobie, ze facet to facet…jednostka stworzona do zdobywania zamierzonego celu, Moim zdaniem nie ma żadnej definicji , która by mówiła do czego jest stworzony facet a do czego kobieta. To taki stereotyp i nie warto mu podlegać. Życzę Ci aby wszystko o czym marzysz spełniło się i było jak najlepsze dla Ciebie.A dobre życzenia mają moc sprawczą , pierwsze już masz. Każda Twoja wątpliwość , to taki kamyk do plecaka . Po pewnym czasie trzeba będzie usiąść i wyrzucić te wszystkie kamienie. Dopiero wtedy zrealizuje się Twoje marzenie.

marzenia_8

Adoracja

Wróciłam do postu o adoracji, ponieważ uważam adoracje za bardzo cenne narzędzie w naszym rozwoju. Tutaj podeprę się zdaniem Józefa Dąbrowskiego „To jest tez sposób wyrażania miłości”. Adoracja, moim zdaniem, jest najsilniejszym sposobem zbliżenia się do źródła. Wielu z nas jak usłyszy o możliwości podniesienia wibracji, natychmiast szuka narzędzi, które w tym pomogą. Po to słuchamy, między innymi, muzyki. Adoracja jest sposobem najprostszym do podniesienia wibracji ciała swojego i osoby adorowanej. Jezus cały czas adorował źródło , ponieważ był świadomy tego, że dopiero w połączeniu ze źródłem JESTEŚMY obecni tu i teraz. To jest najlepszy ze sposobów wymiany energii. Mamy go pod ręką zawsze i warto go stosować w stosunku do siebie, do źródła i do wszystkiego co żyje. Jeżeli zrobimy to szczerze to krainie obfitości wokół nas nie będzie końca.  A szczęście to będzie nasz kolega

ben-white-139141

Czy propaganda ma władze nad nami ?

Piszesz że jesteśmy karmieni propagandą , ale to My ją akceptujemy. Dlaczego tzw. negatywu wydaje się być więcej ? Moim zdaniem miłość i brak lęku jest w stanie zmienić wszystko bardzo szybko. Ale do tego trzeba świadomości a nie walki , miłości a nie potępienia dla tzw. innych i poczucia jedności. W tym jest nasza siła. Każda rewolucja jest słabością i przez to dwie strony przegrywają. Tylko jedność nas wszystkich jest w stanie zakończyć te nasze wybory, które nas niszczą. Ja wierze w człowieka i w to że uświadomimy sobie czego tak naprawdę chcemy. Kiedyś bardzo silny był zabobon , teraz wydaje się być bardzo silny materializm , ale to wszystko przemija a nasza świadomość jest coraz szersza . Może jeszcze potrzebujemy prostej lekcji : „nie robię tego , bo to boli”tv-head-propaganda-1

Rozwój człowieka – duchowy a może i nie

Gdy mamy około dwóch-trzech lat, wyrażamy własną niezgodę, waląc zabawką kolegę w głowę. Gdy mamy lat pięć-sześć wyrażamy własną niezgodę mówiąć „Nie bo nie”. Gdy mamy lat trzynaście-czternaście wyrażamy swoją niezgodę mówiąc swoje zdanie i kończąc wyrazem „Wypad”. Kiedy mamy lat piętnaście-dwadzieścia mówimy swoje zdanie, bo wiemy lepiej i już. I obrażamy się na otoczenie. Gdy mamy lat trzydzieści już kombinujemy co nam się opłaca. Tu już zaczynamy gubić własne zdanie. Gdy mamy lat czterdzieści, życie podaje nam dzbanek pokory. Przez różne bóle i choroby dowiadujemy się, ile to wcześniej racji nie mieliśmy. Gdy mamy lat pięćdziesiąt–sześćdziesiąt zaczynamy naprawiać siebie i świat. Następnych lat nie będę wymieniać, ponieważ przepływają one na jednym zdaniu, z którym zgadzają się wszyscy po sześćdziesiątce: „Gdybym miał ten wiek i ten rozum co ty dziecko, to …”

Mój elementarz

Miałam tylko jedną bajkę z którą zawsze chodziłam pod pachą. Ze mnie jest taki Pimpuś Sadełko.

Maria Konopnicka, „Szkolne przygody Pimpusia Sadełko”

1. Szkoła.

Szkoła pani Matusowej
Głośne w świecie ma przymioty,
Uczęszczają do niej wszystkie
Dobrze wychowane koty.

Już to sam nieboszczyk Matus
Był wybornym pedagogiem,
I prowadził przez lat wiele
Znaną pensję „Pod batogiem”.

Kot to był uczony wielce;
A siadywał na zapiecku,
Pomrukując sobie zcicha
Po łacinie i po grecku.

Osierocił wszakże szkołę,
I zostawił żonę wdowę,
Gospodarną, zabiegliwą,
Jejmość panią Matusową.

Szkoła dalej szła swym trybem,
Tylko znak jej: „Pod batogiem”
Usunięty został ze drzwi,
A zrobiony: „Kot z pierogiem”.

Łatwo pojąć, jak ta zmiana
Rozszerzyła pensji sławę,
Młode kotki na naukę
Biegły, jakby na zabawę.

Jedna matka synka wiodła,
Druga swą córeczkę małą,
Byle każde z pensji godła
Choć kruszynę skorzystało.

Nic milszego bowiem dziatki,
Jak kot pięknie wychowany,
Taki, jak go tu widzicie,
Nad miseczką od śmietany.

Moje wyznanie

Kocham siebie, ale też wszystko chcę od Ciebie,

co tylko masz mi do dania.

Jestem poraniona, ale otwieram szeroko ramiona.

Bo wielbię Boga w sobie, który pokazał mi się w tobie.

Ufność moja jest coraz większa, bo miłość mnie upiększa.

Kocham twoje oczy, usta, ciało i ciągle mi ciebie mało.

Przyniosłeś do mnie duży dzban czystej wody,

pokazałeś mi jak piękne mogą być ogrody.

Napiły się moje usta, napiło się moje ciało.

I tak powoli, powoli jeszcze raz rozkwitało.

Dziś siedzę przed domem na małym stołeczku -

jak miło Cię pieścić , Koteczku.

Termometr

Moje wnuczki, jak to na każde małe dziecko przystało, chorują zawsze w czasie niepożądanym dla rodziców. Ostatnią niedzielę spędziły na zwiedzaniu dyżurnej przychodni i oglądaniu lekarza. A oto rozmowa mojej córki z panem doktorem:
- Dzień dobry – powiedziała moja córka
- Dzień dobry – odpowiedział lekarz.
I to jest jedyna kwestia w której się zgadzali.
- Co jest córce? – pyta dalej lekarz.
- Jest chora.
- Tak? A co jej jest?
- Miała 40 stopni gorączki.
I jak to moja kochana wnuczka potrafi, cała reszta objawów była tajemnicą nieskończoności. Pan doktor z tajemniczej kieszeni wyciąga stetoskop. Moja wnuczka śledzi te ręce z ciekawością i strachem, co to dalej będzie. I teraz następuje szybka seria zdarzeń: bluzeczka do góry, serduszko ciach, ciach, ciach, badamy gardełko, uszki, nosek, oczki i następuje głęboka cisza. Wszyscy czekamy na to słowo klucz – skąd jest ta wysoka, tajemnicza gorączka. Po chwili pan doktor podnosi oczy i stwierdza, jak to na autorytet przystało:
- Pani córce nic nie jest. Jest zdrowa.
- Jak to nic nie jest. Jest chora panie doktorze. Ona miała 40 stopni gorączki.
- Ale teraz nic jej nie jest, jest zdrowa.
Mogę ten monolog ciągnąć jeszcze, ponieważ jeszcze chwilę trwał, ale szkoda kartki. I to jest ta myśl z którą borykała się moja córka, wychodząc od lekarza, który pożegnał ją słowami: „Gdyby się coś działo, to proszę jutro iść do przychodni.” – „Po co ja tu przyszłam? (Było około 80 osób) Zmarnowałam pół dnia i wiem mniej, niż wiedziałam.” Na następny dzień moje wnuczki opiekowały się moją córką, ponieważ one tajemniczą gorączkę zamieniły na kaszel, który pomoże im wygarnąć wszystkim to, czego bały się powiedzieć a moja córka leżała z 39 stopniami gorączki, bo nie śmiała wygarnąć autorytetowi, panu doktorowi, co o nim myśli. I tak to jest z tymi naszymi tajemnicami, które pozostaną tam, gdzie poczujemy, że je zostawiamy. Dlatego jak minie jakiś czas, trudno jest trafić, gdzie to ostatnio byliśmy i co zostawiliśmy. I coś co miało być małym kaszlem, staje się potężną chorobą z którą już nie tak łatwo sobie poradzić. Choroba czy zdrowie – kto miał rację – mama, lekarz czy zdezorientowana wnuczka. A może tylko termometr, bo on jeden znał prawdę?
***
Puk, puk – to ja, twój termometr – podsłuchałem rozmowę dwóch śmieci emocjonalnych:
- Nie pokażemy właścicielce w której części ciała jesteśmy.
- Bawimy się w chowanego.
- No, będzie się działo. Będzie zabawa i nocy będzie mało.
- Ciii, ktoś chyba podsłuchuje.
Jak to piszę, to też coś mnie kłuje w lewym boku. Chyba moje śmieci emocjonalne poczuły kolegów.

chore-dziecko