Rozwój człowieka – duchowy a może i nie

Gdy mamy około dwóch-trzech lat, wyrażamy własną niezgodę, waląc zabawką kolegę w głowę. Gdy mamy lat pięć-sześć wyrażamy własną niezgodę mówiąć „Nie bo nie”. Gdy mamy lat trzynaście-czternaście wyrażamy swoją niezgodę mówiąc swoje zdanie i kończąc wyrazem „Wypad”. Kiedy mamy lat piętnaście-dwadzieścia mówimy swoje zdanie, bo wiemy lepiej i już. I obrażamy się na otoczenie. Gdy mamy lat trzydzieści już kombinujemy co nam się opłaca. Tu już zaczynamy gubić własne zdanie. Gdy mamy lat czterdzieści, życie podaje nam dzbanek pokory. Przez różne bóle i choroby dowiadujemy się, ile to wcześniej racji nie mieliśmy. Gdy mamy lat pięćdziesiąt–sześćdziesiąt zaczynamy naprawiać siebie i świat. Następnych lat nie będę wymieniać, ponieważ przepływają one na jednym zdaniu, z którym zgadzają się wszyscy po sześćdziesiątce: „Gdybym miał ten wiek i ten rozum co ty dziecko, to …”

Mój elementarz

Miałam tylko jedną bajkę z którą zawsze chodziłam pod pachą. Ze mnie jest taki Pimpuś Sadełko.

Maria Konopnicka, „Szkolne przygody Pimpusia Sadełko”

1. Szkoła.

Szkoła pani Matusowej
Głośne w świecie ma przymioty,
Uczęszczają do niej wszystkie
Dobrze wychowane koty.

Już to sam nieboszczyk Matus
Był wybornym pedagogiem,
I prowadził przez lat wiele
Znaną pensję „Pod batogiem”.

Kot to był uczony wielce;
A siadywał na zapiecku,
Pomrukując sobie zcicha
Po łacinie i po grecku.

Osierocił wszakże szkołę,
I zostawił żonę wdowę,
Gospodarną, zabiegliwą,
Jejmość panią Matusową.

Szkoła dalej szła swym trybem,
Tylko znak jej: „Pod batogiem”
Usunięty został ze drzwi,
A zrobiony: „Kot z pierogiem”.

Łatwo pojąć, jak ta zmiana
Rozszerzyła pensji sławę,
Młode kotki na naukę
Biegły, jakby na zabawę.

Jedna matka synka wiodła,
Druga swą córeczkę małą,
Byle każde z pensji godła
Choć kruszynę skorzystało.

Nic milszego bowiem dziatki,
Jak kot pięknie wychowany,
Taki, jak go tu widzicie,
Nad miseczką od śmietany.

Termometr

Moje wnuczki, jak to na każde małe dziecko przystało, chorują zawsze w czasie niepożądanym dla rodziców. Ostatnią niedzielę spędziły na zwiedzaniu dyżurnej przychodni i oglądaniu lekarza. A oto rozmowa mojej córki z panem doktorem:
- Dzień dobry – powiedziała moja córka
- Dzień dobry – odpowiedział lekarz.
I to jest jedyna kwestia w której się zgadzali.
- Co jest córce? – pyta dalej lekarz.
- Jest chora.
- Tak? A co jej jest?
- Miała 40 stopni gorączki.
I jak to moja kochana wnuczka potrafi, cała reszta objawów była tajemnicą nieskończoności. Pan doktor z tajemniczej kieszeni wyciąga stetoskop. Moja wnuczka śledzi te ręce z ciekawością i strachem, co to dalej będzie. I teraz następuje szybka seria zdarzeń: bluzeczka do góry, serduszko ciach, ciach, ciach, badamy gardełko, uszki, nosek, oczki i następuje głęboka cisza. Wszyscy czekamy na to słowo klucz – skąd jest ta wysoka, tajemnicza gorączka. Po chwili pan doktor podnosi oczy i stwierdza, jak to na autorytet przystało:
- Pani córce nic nie jest. Jest zdrowa.
- Jak to nic nie jest. Jest chora panie doktorze. Ona miała 40 stopni gorączki.
- Ale teraz nic jej nie jest, jest zdrowa.
Mogę ten monolog ciągnąć jeszcze, ponieważ jeszcze chwilę trwał, ale szkoda kartki. I to jest ta myśl z którą borykała się moja córka, wychodząc od lekarza, który pożegnał ją słowami: „Gdyby się coś działo, to proszę jutro iść do przychodni.” – „Po co ja tu przyszłam? (Było około 80 osób) Zmarnowałam pół dnia i wiem mniej, niż wiedziałam.” Na następny dzień moje wnuczki opiekowały się moją córką, ponieważ one tajemniczą gorączkę zamieniły na kaszel, który pomoże im wygarnąć wszystkim to, czego bały się powiedzieć a moja córka leżała z 39 stopniami gorączki, bo nie śmiała wygarnąć autorytetowi, panu doktorowi, co o nim myśli. I tak to jest z tymi naszymi tajemnicami, które pozostaną tam, gdzie poczujemy, że je zostawiamy. Dlatego jak minie jakiś czas, trudno jest trafić, gdzie to ostatnio byliśmy i co zostawiliśmy. I coś co miało być małym kaszlem, staje się potężną chorobą z którą już nie tak łatwo sobie poradzić. Choroba czy zdrowie – kto miał rację – mama, lekarz czy zdezorientowana wnuczka. A może tylko termometr, bo on jeden znał prawdę?
***
Puk, puk – to ja, twój termometr – podsłuchałem rozmowę dwóch śmieci emocjonalnych:
- Nie pokażemy właścicielce w której części ciała jesteśmy.
- Bawimy się w chowanego.
- No, będzie się działo. Będzie zabawa i nocy będzie mało.
- Ciii, ktoś chyba podsłuchuje.
Jak to piszę, to też coś mnie kłuje w lewym boku. Chyba moje śmieci emocjonalne poczuły kolegów.

chore-dziecko

Otoczak

Leży sobie u mnie na półce nad telewizorem kamień. Tak się zastanawiałam, że już tyle lat idzie ze mną przez życie, służąc mi jako odpromiennik. Wczoraj uświadomiłam sobie, że żyję w świecie gdzie jestem karmiona takimi treściami:
WIADOMOŚĆ 1: Jeden mężczyzna pokłócił się z drugim mężczyzną . Wrócił do restauracji po nóż, wyszedł na ulicę i ugodził człowieka, który tam stał przypadkowo (a w przypadki nie wierzę), bo wydawało mu się, że to ten z którym się kłócił. Ugodzony zmarł w drodze do szpitala.
WIADOMOŚĆ 2: Dwóch młodzieńców weszło do kebabu, wyniosło napój nie płacąc. Za nimi popędził właściciel i kucharz, oczywiście z nożem. Człowiek, który wziął napoje nie żyje, ponieważ został kilka razy ugodzony nożem. W mieście zamieszki.
WIADOMOŚĆ 3 ze szczytów: Jakiś pan z jakiejś bardzo ważnej organizacji społecznej ukradł pieniądze. Oszust, napiętnujemy go.
I teraz żeby nam było milej, ze świata zwierząt:
WIADOMOŚĆ 4: W puszczy Białowieskiej stado wilków ruszyło na stado żubrów. I sączy się z ekran głos znawcy tematu zwierząt: „Pewnie szukały słabego osobnika, żeby go zagryźć”. Ale co to, jak się żubry wkurzyły i ruszyły na te wilki to dopiero pokazały moc.
WIADOMOŚĆ 5: Zima w naszym kraju szaleje. Sypie śnieg, wszystko zmrożone. Na autostradzie A – jakiejś tam zderzyły się trzy Tiry.
WIADOMOŚĆ 6: Ciamajdy w dalszym ciągu okupują sejm, więc zamówiliśmy sobie przenośne maszynki do głosowania i będziemy sobie teraz chodzić po różnych salach. Ciekawe gdzie osiądziemy? Może na ziemi niczyjej, ogrodzonej wielkim, żelaznym płotem.
WIADOMOŚĆ 7: Na Bałtyku cofka, morze wlewa wodę do miasta. I tak sobie myślę, ciekawe po co? Może Bóg uznał, stwarzając siedem dni tygodnia, że w siódmym to nas już obmyje z tego co wytworzyliśmy.
P.S. Tak sobie myślę, chyba nawet trzem królom nie śniło się, że w naszej rzeczywistości dary które nam przynieśli: mirrę, kadzidło i złoto zamienimy na lęk, złość i nienawiść.
***
Bawimy się nieodpowiedzialnie energiami o których nie mamy zielonego pojęcia. I zostanie nam tylko stać się twardym, skamieniałym otoczakiem. Będziemy tylko pilnowali, coby nam żadne odnóże nie wystawało, bo ostatnio w modzie są noże i może nam ktoś, coś odciąć. Dlaczego budujemy wokół siebie taki świat? Gdzie podział się bałwan, sanki, roześmiane buzie na czerwonych od mrozu policzkach naszych dzieci? Może zaśpiewajmy tak, a to wróci:


otoczak-resized

Wygrałam wiarę w siebie.

Odeszłam od komputera do telefonu, bo dzwoniła córka. Pracuje w salonie z automatami. I właśnie teraz kobieta wygrała u nich 41 tysięcy. Dziewczyny dostały po stówie od niej. I moja Madzia dzwoni do mnie z takimi słowami: „Mamo, tak sobie powiedziałam do siebie: – Magda, ty człowieku małej wiary. Uwierz a wszystko będziesz miała – tak jak ty to mówisz mamo” I tak sobie teraz myślę, że w kółko jej to powtarzam., to może powiem to teraz Tobie Czytelniku: zagraj.

Odpowiesz szczęściara… Ale ja nie mam ręki do gier… Ale może to dobry pomysł. Mówią jak masz szczęście w miłości to w grze już nie.

Oj, głupoty gadasz. Nie analizuj, po prostu zagraj. Może to jest podpowiedź. Najgorsze nie jest to, że Bóg nam nie chce dać. Najgorsze jest to, że nie wierzymy w to, że możemy dostać. Nikt nie wie jakimi drogami chodzi szczęście. Zobacz, miałeś potrzebę zajrzenia tu  właśnie teraz. Magda miała potrzebę zadzwonić do mnie z tą wiadomością, kobieta miała potrzebę wygrania. Za dużo przypadków, żeby to był przypadek. A zresztą w przypadki nie wierzę.

Ale to nie koniec dobrych wieści od rodziny :)  Moja córka śpi po nocy a tu telefon. Dzwoni jej kierowniczka coby pomierzyła okna w całym domu (bo chciała wymieniać, ale nie miał na nie kasy), bo pewnie uda się coś załatwić. I moja córka dzwoni do mnie: „Mamo ja już teraz tylko dziękuję , płaczę i gadam z Bogiem. A moje gadanie wygląda tak: No przecież wiesz Boże, że ja nie jestem taka zła. Pracuję w salonie a mogłabym być pielęgniarką, ale wszystko robię najlepiej jak umiem. I Ci dziękuję, I Ci dziękuję i Ci dziękuję. I już czuję tylko samą wdzięczność za to co mnie spotyka.” Jestem dumna z postępów mojej córki i czekam na wiadomość od Ciebie bym mogła tak samo być dumna z Ciebie Drogi Czytelniku.

Powiesz, że kochanie siebie podchodzi pod egoizm?  Pod nic nie podchodzi. Nie gadaj takich pierdół. Jak będziesz umiał kochać siebie, to będziesz umiał kochać wszystkich. Nie dasz miłości sobie, to nie będziesz umiał dać nikomu. To jest oszustwo. Egoizmem jest oszukiwanie siebie. Bo dla Boga wszyscy jesteśmy jednakowo kochani a to znaczy Ty też.

I jeszcze takie zakończenie tej historii – ciąg dalszy. Do mojej córki zadzwoniła koleżanka jako ten strach siedzący w jej żołądku i powiedziała: „Wiesz Magda, że nas 31 zwolnili. Od pierwszego przyjmuje nas ta sama firma, tylko o innej nazwie. I na pewno nam się nie uda przepracować u nich sześć miesięcy, bo się wywalą. A to znaczy, że nie będziemy miały zasiłku.”

Moja córka dzwoni do mnie i mówi – Mamo zadzwonił do mnie strach.

A ja pytam – Co czujesz?

Madzia na to: – Nie wiem, chyba się nie boję. Ale też już się nie cieszę.

I ja na to tak: – To tylko ktoś, kto jest Twoim lustrem. Pokazał Ci wątpliwości, które chowasz przed sobą. Ale przecież ty nie musisz się bać stracha, bo on jest na wróble. A Ty nie jesteś wróblem, który lata po polach i kradnie ziarno ludziom. Ty jesteś skowronkiem, który pięknie śpiewa i zachęca ludzi do uśmiechu. Powiedz Bogu wszystko to, czego się boisz i oddaj w jego ręce wszystkie umowy, zasiłki i poukładanie Twoich spraw.

Piszę to, bo mam nadzieję, że Tobie to też pomoże Czytelniku i będziesz mógł być dumny z siebie z ogromną wygraną w kieszeni, jeżeli Ci będzie na tym zależało.

pieniadze_tp

Nasze moce – supermenki w mojej rodzinie

choinka3-strona2Moje wnuczki w przedszkolu dostały paczki od Mikołaja. Potem dostały paczki od okazjonalnego Mikołaja – kolejne słodycze. Później poszły na spotkanie z Królową Śniegu, gdzie znowu dostały słodycze w paczce. Starsza wnuczka ze skrzywioną miną powiedziała: „Eee, znowu słodycze?!”. I tutaj córka zaczęła tłumaczyć: „Nie mamy tyle pieniążków, duże prezenty będą pod choinkę.” I to chyba wyzwoliło moce kreacji moich wnuczek.
Dwa słoneczka wzięły sprawy w swoje ręce. Gdy znalazły się na jarmarku świątecznym, gdzie losowano choinki w zamian za zakupy wyrobów dzieci ze szkół, z całą dziecięcą radością biegały, rozsiewając radość po wszystkich ludziach wokół. I wtedy taka zakamuflowana Dobra Wróżka podeszła do mojej córki i wręczyła jej dziesięć losów: „Proszę, może córki wygrają, ja nie potrzebuję choinki”.
W momencie kiedy doszło do losowania córka stwierdziła: „Nie będę się przepychała, idzie sobie do Mikołaja” . Oczywiście dwa małe słoneczka przechodząc pod pachami stojących ludzi, przedostały się tuż obok Mikołaja. I co się okazuje, po wielkim napięciu podczas losowania, bo choinek ciągle ubywało: pięć, cztery, trzy, dwie i… pada wymarzony numer. Dwumetrowa choinka jest dla moich wnuczek. Wyobraźcie sobie dwa maluchy, jeden metr-dwadzieścia, drugi metr-dziesięć targające przez tłum dwumetrową choinkę wprost przed oblicze mamy. I teraz z opromienionej szczęściem buzi padają słowa, te najpiękniejsze w oczach matki brylanty:
- „Mamusiu nie cieszysz się? Nie będziesz musiała wydawać pieniążków!”
Każda matka wie teraz co czuła moja córka. W głowie kłębiło się jej szczęście dzieci, droga tramwajem z dwumetrową choinką, ponieważ kiermasz był w innym mieście i dwa słonka, które są w ciągłym ruchu, do przypilnowania. I co się okazało, jak już wtargały choinkę do tramwaju i córka przeprosiła współpasażerów za niewygodę, ponieważ choinka została wygrana przez moje dzieci i musimy dojechać do domu, atmosfera zrobiła się świąteczna a ludzie zarazili się szczęściem moich wnuczek, uśmiech zagościł na ich twarzach i życzyli sobie wesołych świąt.
Napisałam to po to, aby obudzić we wszystkich, którzy to czytają moc radości, która uruchamia wszystkie moce jakie posiadamy. Moc wiary, moc kreacji a na końcu najpotężniejszą moc miłości, która może objąć już nie tylko tramwaj ale cały świat, bo wszystkie moce już posiadamy, wystarczy tylko je uruchomić. To miłość jest tym, co puka do naszych serc.
Czyż takie dzieci, jak już dorosną nie mają dużych szans na wygraną w totolotka? Przez całe święta będą patrzyły na swoją wielką wygraną – zajmuje całe mieszkanie. I czy nie warto się zastanowić gdzie w nas mieszka nasza bieda? Gdzie chowa się przed nami Dobra Wróżka, tak zwana okazja w naszym dorosłym życiu? Może wystarczy się uśmiechnąć a Dobra Wróżka stanie przed nami w całej okazałości. A wewnętrzna bieda pójdzie do tego, kto jej potrzebuje.

Prawda cd.

Prawda to ja i ty.
Prawda to koty i psy.
Prawda to deszcz, który pada.
Prawda to też człowiek który człowieka zjada.
Prawdą jest pokój, prawdą jest wojna.
Tylko dlaczego nasza dusza tak niespokojna?
Bo duch jest spokojny, ale jest daleko. Za górą, za rzeką…

Bluszcz

Są na świecie tacy ludzie, jak są trujący bluszcz. Idziesz sobie człowieku po chodniku i tu nagle ciach-mach, zaczynasz być zielony i otoczony. Oglądasz siebie i widzisz: nogi masz okręcone zielonym bluszczem, tułów masz okręcony zielonym bluszczem, ręce masz okręcone zielonym bluszczem i bluszcz okręcił już Twoją głowę. Widać już tylko twoje świecące oczy. A twoje usta już nie wydają dźwięku bo szyja też jest otoczona. Jak długo będziesz mógł jeszcze oddychać? Czy dla takich ludzi nie warto być kaktusem?
Pokochajmy ogrody a przestaną nas truć.

Prawda

Prawda
Wiele miejsc wokół nas jest takich, gdzie prawdy sypią się jak brokat. I cóż z tego, kiedy niebo wysoko, ziemia nisko i choćby wszyscy święci wysypali tony brokatu, to mieni się on tylko przez chwilę i spada. Czyżbyśmy potrzebowali całej płachty foli aluminiowej? A może potrzebujemy kupić prawdę w supermarkecie. Czymże jest ta prawda, że wydaje się być przed nami tak ukryta. Kiedyś napisałam i w dalszym ciągu jest to aktualne:
Kupiłam sobie prawdę w supermarkecie. A ponieważ była promocja, to wszyscy ludzie wyrywali sobie ją z rąk. Pokażcie mi, kto nie zna prawdy?
Przyszłam do domu, rozpakowałam. Co się okazało? Że moja prawda jest mięciutka, różowiutka i pachnie gumą balonową. No to hop do buzi, mówię. I zaczynam żuć. Nawet nie możecie sobie wyobrazić tego co czuję. Żuję i czuję, czuję i żuję i się nią rozkoszuję. I tak mi chodzi po głowie, co by to było gdybym chciała przekazać moją prawdę. Przecież nie przyjmiecie mi czegoś, co wyjmę z buzi i wam podam (małe dziecko nie miało by żadnych obiekcji :) ). Chcę tylko abyście poczuli jak ja. Co czuję jak żuję, jak żuję co czuję i aby wasza prawda stała się też taka mięciutka, różowiutka i aby pachniała gumą balonową.
Dlatego właśnie lubię smerfy.

Latające pudełko

Moja wnuczka:

- Mamo kupisz, no kupisz?

- Przestań nie kupię, bo pieniądze nie rosną na drzewach.

Mija dzień i noc.

Moja wnuczka: „Mamusiu idź spać i tam idź pod to drzewo, bo tam pod tym drzewem leży bardzo dużo pieniędzy. Pozbieraj, przynieś i kup mi tą zabawkę. ”

I słyszę od córki w telefonie:

- Mamo, czy ty słyszysz co ona mówi?

- Tak, słyszę. Marcelinko powiedz babci, co tam jeszcze jest?

- A tam są elfy babciu i królewny i szafa w której się chowam i która się sama przesuwa. Chowam się bo tam mnie nie znajdzie Oliwia. I moje zaczarowane pudełko do którego wchodzę i latam.

- Pięknie słoneczko – odpowiadam.

[...] A gdzie jest Twoje zaczarowane pudełko?