Mam dylemat

Koleżanka przysłała do mnie wiadomość z serduszkiem, którą miałam rozesłać do wszystkich moich znajomych, aby kobiety pamiętały, że to tydzień zapobiegania rakowi piersi i …. mam dylemat. Zupełnie tego nie czuję. Moi znajomi, to ludzie którzy już w miarę są świadomi swojego ciała i praw rządzących chorobami. Nie rozumiem czym się kierujemy ogłaszając takie akcje? Czy chcemy pomóc kobietom? Czy chcemy przypomnieć innym kobietom, że rak istnieje? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Dość długo już świadomie krocze przez moje życie i wiem, że takie akcje i plakietki i ulotki nic nie dają . Każda z nas ma mniejszą lub większą świadomość swojego ciała. Każda z nas ma też swoje lęki. I teraz takie przypomnienie spowoduje lęk przed rakiem, ponieważ nie wiem dlaczego, ale nasz umysł tak pracuje, że wiadomość – obraz – odczucie i lęk o którym nigdy byśmy nie pomyślały, staje się w tym momencie dla nas realny. Dałyśmy my mu nazwę, , twarz i może zacząć żyć własnym życiem. Teraz już wystarczy dodać 2+2 i mamy gotową kreacje naszych myśli . To jest już tylko kwestia czasu. Nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość a skoro tak, to nie chcemy dla siebie choroby a skoro nie chcemy, to nie zapraszajmy jej naszym lękiem. Choroba to nie jest dopust boży ani jakieś nieszczęście które spotkało takiego „dobrego człowieka”. Choroba to jest stan naszego umysłu urzeczywistniony w naszym ciele. Może lepiej będzie, jak zaczniemy promować zdrowie i myśleć tak jak myślą zdrowi ludzie. Często choroba nas nie opuszcza, bo jest nam do czegoś potrzeba. Czy zdrowemu człowiekowi przyszło by do głowy pochwalić się sąsiadce wszystkimi swoimi bólami, lekarstwami, zabiegami, itd.,  no więc dlaczego my, chcąc  być zdrowymi, skupiamy nasze myśli na ryzyku zachorowania na raka i jeszcze zaszczepiamy to innym?  Zachowujemy się jak wirus. Może roześlijmy do siebie uśmiech  i dobre życzenie a to na pewno zaprocentuje wspaniałą kreacją. I jeszcze jedno – to do nas wróci zwielokrotnione. Już widzę wokół siebie te bananowe buzie :) bo nie tylko dzieci  to potrafią. A może my jesteśmy już jak dzieci, tylko jeszcze nie jesteśmy tego świadomi :) Tak jak nie jesteśmy świadomi tego, że zdrowie jest naszym najbardziej naturalnym stanem. To choroba jest intruzem, którego wpuściliśmy do naszych myśli.

rozesmiane-dzieci_25775925

Rozsypało Ci się

Koleżanka opowiedziała mi, jak się jej rozsypało życie. Mamy takie momenty, kiedy jak za dotknięciem różdżki złej wróżki rozsypuje nam się wszystko. Dla mnie takie rozsypywanie się życia jest zawsze błogosławieństwem. Możemy tylko w tym momencie być tym przerażeni. Zawsze daje nam to możliwość stworzenia kogoś wyjątkowego, kogo będziemy już kochali bezwarunkowo. I to będzie nasza kreacja. Moim zdaniem takie niszczycielskie siły działają, tylko na tyle, na ile My je swoim postępowaniem wprowadzimy do naszego życia. Nic i nikt w naszym życiu nie ma na Nas wpływu ani nad nami władzy. Moim zdaniem droga do siebie to uświadomienie sobie, że podlegamy tylko temu co sami dla siebie stwarzamy. Może warto pomedytować z tematem „miłość bezwarunkowa”, to wyjaśnia wszystko. Jeszcze tylko jedno, jesteśmy jednością i to co robi ten przysłowiowy dobry człowiek ma taki sam wpływ na nas jak to co robi ten przysłowiowy zły człowiek. W momencie kiedy przestajemy oceniać widzimy, że jesteśmy z jednego źródła i to My wybieramy zabawki, którymi chcemy się bawić. Całe stworzenie tylko nam w tym pomaga. Bo kocha nas bezwarunkowo.

Cyrk_Olimpia_zgliszcza_1995

Domek drewniany z ogródkiem

Wczoraj umieściłam obrazek z domkiem , który przylatuje na balonie z baloników :) Dzisiaj u koleżanki widzę  ogłoszenie o konkursie na domek drewniany i szybciutko idę na fejsbukową stronę. Robię to co organizatorzy sobie życzą i czekam . Koleżanka pisze Lonia zajrzyj na listę wygranych . Patrze i oczom nie wierze. Do wygrania są 3 domki i jeden z nich wygrałam JA.  Wcisneło mnie w stołek . Moja radość trwała kilka minut , okazało się że to oszustwo w celu uzyskania polubień. I tak sobie teraz myślę że jedni z nas tworzą sobie karme a inni zmieniając swoje czyny , uwalniają się od karmy. najważniejsza jest świadomość tego co robimy , bo prawo przyczyny i skutku działa zawsze . Nie ocenia nas , nie oskarża . DZIAŁA i nigdy nie zawodzi.imgp2449

Jak speniać swoje marzenia ?

Zgadzam się z Tobą co , do ostatniego zdania „Jednak każdy ma czasem chwile gdy chciałby to wszystko pierdolnąć w kąt…” cieszę się że u mnie już te chwile są coraz krótsze .Ja zawsze podpytuję siebie np tak : co mi przeszkadza w realizacji tego marzenia ? i daję sobie spokój . Często jak nie naciskam pojawiają się myśli lub tzw przypadki , które pokazują , czemu jeszcze nie teraz. Z tego co ja zauważyłam a co wydaje Mi się przeszkadza Tobie , to zdanie o mężczyźnie „Wiec tłumacze sobie, ze facet to facet…jednostka stworzona do zdobywania zamierzonego celu, Moim zdaniem nie ma żadnej definicji , która by mówiła do czego jest stworzony facet a do czego kobieta. To taki stereotyp i nie warto mu podlegać. Życzę Ci aby wszystko o czym marzysz spełniło się i było jak najlepsze dla Ciebie.A dobre życzenia mają moc sprawczą , pierwsze już masz. Każda Twoja wątpliwość , to taki kamyk do plecaka . Po pewnym czasie trzeba będzie usiąść i wyrzucić te wszystkie kamienie. Dopiero wtedy zrealizuje się Twoje marzenie.

marzenia_8

Adoracja

Wróciłam do postu o adoracji, ponieważ uważam adoracje za bardzo cenne narzędzie w naszym rozwoju. Tutaj podeprę się zdaniem Józefa Dąbrowskiego „To jest tez sposób wyrażania miłości”. Adoracja, moim zdaniem, jest najsilniejszym sposobem zbliżenia się do źródła. Wielu z nas jak usłyszy o możliwości podniesienia wibracji, natychmiast szuka narzędzi, które w tym pomogą. Po to słuchamy, między innymi, muzyki. Adoracja jest sposobem najprostszym do podniesienia wibracji ciała swojego i osoby adorowanej. Jezus cały czas adorował źródło , ponieważ był świadomy tego, że dopiero w połączeniu ze źródłem JESTEŚMY obecni tu i teraz. To jest najlepszy ze sposobów wymiany energii. Mamy go pod ręką zawsze i warto go stosować w stosunku do siebie, do źródła i do wszystkiego co żyje. Jeżeli zrobimy to szczerze to krainie obfitości wokół nas nie będzie końca.  A szczęście to będzie nasz kolega

ben-white-139141

Czy propaganda ma władze nad nami ?

Piszesz że jesteśmy karmieni propagandą , ale to My ją akceptujemy. Dlaczego tzw. negatywu wydaje się być więcej ? Moim zdaniem miłość i brak lęku jest w stanie zmienić wszystko bardzo szybko. Ale do tego trzeba świadomości a nie walki , miłości a nie potępienia dla tzw. innych i poczucia jedności. W tym jest nasza siła. Każda rewolucja jest słabością i przez to dwie strony przegrywają. Tylko jedność nas wszystkich jest w stanie zakończyć te nasze wybory, które nas niszczą. Ja wierze w człowieka i w to że uświadomimy sobie czego tak naprawdę chcemy. Kiedyś bardzo silny był zabobon , teraz wydaje się być bardzo silny materializm , ale to wszystko przemija a nasza świadomość jest coraz szersza . Może jeszcze potrzebujemy prostej lekcji : „nie robię tego , bo to boli”tv-head-propaganda-1

Rozwój człowieka – duchowy a może i nie

Gdy mamy około dwóch-trzech lat, wyrażamy własną niezgodę, waląc zabawką kolegę w głowę. Gdy mamy lat pięć-sześć wyrażamy własną niezgodę mówiąć „Nie bo nie”. Gdy mamy lat trzynaście-czternaście wyrażamy swoją niezgodę mówiąc swoje zdanie i kończąc wyrazem „Wypad”. Kiedy mamy lat piętnaście-dwadzieścia mówimy swoje zdanie, bo wiemy lepiej i już. I obrażamy się na otoczenie. Gdy mamy lat trzydzieści już kombinujemy co nam się opłaca. Tu już zaczynamy gubić własne zdanie. Gdy mamy lat czterdzieści, życie podaje nam dzbanek pokory. Przez różne bóle i choroby dowiadujemy się, ile to wcześniej racji nie mieliśmy. Gdy mamy lat pięćdziesiąt–sześćdziesiąt zaczynamy naprawiać siebie i świat. Następnych lat nie będę wymieniać, ponieważ przepływają one na jednym zdaniu, z którym zgadzają się wszyscy po sześćdziesiątce: „Gdybym miał ten wiek i ten rozum co ty dziecko, to …”

Termometr

Moje wnuczki, jak to na każde małe dziecko przystało, chorują zawsze w czasie niepożądanym dla rodziców. Ostatnią niedzielę spędziły na zwiedzaniu dyżurnej przychodni i oglądaniu lekarza. A oto rozmowa mojej córki z panem doktorem:
- Dzień dobry – powiedziała moja córka
- Dzień dobry – odpowiedział lekarz.
I to jest jedyna kwestia w której się zgadzali.
- Co jest córce? – pyta dalej lekarz.
- Jest chora.
- Tak? A co jej jest?
- Miała 40 stopni gorączki.
I jak to moja kochana wnuczka potrafi, cała reszta objawów była tajemnicą nieskończoności. Pan doktor z tajemniczej kieszeni wyciąga stetoskop. Moja wnuczka śledzi te ręce z ciekawością i strachem, co to dalej będzie. I teraz następuje szybka seria zdarzeń: bluzeczka do góry, serduszko ciach, ciach, ciach, badamy gardełko, uszki, nosek, oczki i następuje głęboka cisza. Wszyscy czekamy na to słowo klucz – skąd jest ta wysoka, tajemnicza gorączka. Po chwili pan doktor podnosi oczy i stwierdza, jak to na autorytet przystało:
- Pani córce nic nie jest. Jest zdrowa.
- Jak to nic nie jest. Jest chora panie doktorze. Ona miała 40 stopni gorączki.
- Ale teraz nic jej nie jest, jest zdrowa.
Mogę ten monolog ciągnąć jeszcze, ponieważ jeszcze chwilę trwał, ale szkoda kartki. I to jest ta myśl z którą borykała się moja córka, wychodząc od lekarza, który pożegnał ją słowami: „Gdyby się coś działo, to proszę jutro iść do przychodni.” – „Po co ja tu przyszłam? (Było około 80 osób) Zmarnowałam pół dnia i wiem mniej, niż wiedziałam.” Na następny dzień moje wnuczki opiekowały się moją córką, ponieważ one tajemniczą gorączkę zamieniły na kaszel, który pomoże im wygarnąć wszystkim to, czego bały się powiedzieć a moja córka leżała z 39 stopniami gorączki, bo nie śmiała wygarnąć autorytetowi, panu doktorowi, co o nim myśli. I tak to jest z tymi naszymi tajemnicami, które pozostaną tam, gdzie poczujemy, że je zostawiamy. Dlatego jak minie jakiś czas, trudno jest trafić, gdzie to ostatnio byliśmy i co zostawiliśmy. I coś co miało być małym kaszlem, staje się potężną chorobą z którą już nie tak łatwo sobie poradzić. Choroba czy zdrowie – kto miał rację – mama, lekarz czy zdezorientowana wnuczka. A może tylko termometr, bo on jeden znał prawdę?
***
Puk, puk – to ja, twój termometr – podsłuchałem rozmowę dwóch śmieci emocjonalnych:
- Nie pokażemy właścicielce w której części ciała jesteśmy.
- Bawimy się w chowanego.
- No, będzie się działo. Będzie zabawa i nocy będzie mało.
- Ciii, ktoś chyba podsłuchuje.
Jak to piszę, to też coś mnie kłuje w lewym boku. Chyba moje śmieci emocjonalne poczuły kolegów.

chore-dziecko

Otoczak

Leży sobie u mnie na półce nad telewizorem kamień. Tak się zastanawiałam, że już tyle lat idzie ze mną przez życie, służąc mi jako odpromiennik. Wczoraj uświadomiłam sobie, że żyję w świecie gdzie jestem karmiona takimi treściami:
WIADOMOŚĆ 1: Jeden mężczyzna pokłócił się z drugim mężczyzną . Wrócił do restauracji po nóż, wyszedł na ulicę i ugodził człowieka, który tam stał przypadkowo (a w przypadki nie wierzę), bo wydawało mu się, że to ten z którym się kłócił. Ugodzony zmarł w drodze do szpitala.
WIADOMOŚĆ 2: Dwóch młodzieńców weszło do kebabu, wyniosło napój nie płacąc. Za nimi popędził właściciel i kucharz, oczywiście z nożem. Człowiek, który wziął napoje nie żyje, ponieważ został kilka razy ugodzony nożem. W mieście zamieszki.
WIADOMOŚĆ 3 ze szczytów: Jakiś pan z jakiejś bardzo ważnej organizacji społecznej ukradł pieniądze. Oszust, napiętnujemy go.
I teraz żeby nam było milej, ze świata zwierząt:
WIADOMOŚĆ 4: W puszczy Białowieskiej stado wilków ruszyło na stado żubrów. I sączy się z ekran głos znawcy tematu zwierząt: „Pewnie szukały słabego osobnika, żeby go zagryźć”. Ale co to, jak się żubry wkurzyły i ruszyły na te wilki to dopiero pokazały moc.
WIADOMOŚĆ 5: Zima w naszym kraju szaleje. Sypie śnieg, wszystko zmrożone. Na autostradzie A – jakiejś tam zderzyły się trzy Tiry.
WIADOMOŚĆ 6: Ciamajdy w dalszym ciągu okupują sejm, więc zamówiliśmy sobie przenośne maszynki do głosowania i będziemy sobie teraz chodzić po różnych salach. Ciekawe gdzie osiądziemy? Może na ziemi niczyjej, ogrodzonej wielkim, żelaznym płotem.
WIADOMOŚĆ 7: Na Bałtyku cofka, morze wlewa wodę do miasta. I tak sobie myślę, ciekawe po co? Może Bóg uznał, stwarzając siedem dni tygodnia, że w siódmym to nas już obmyje z tego co wytworzyliśmy.
P.S. Tak sobie myślę, chyba nawet trzem królom nie śniło się, że w naszej rzeczywistości dary które nam przynieśli: mirrę, kadzidło i złoto zamienimy na lęk, złość i nienawiść.
***
Bawimy się nieodpowiedzialnie energiami o których nie mamy zielonego pojęcia. I zostanie nam tylko stać się twardym, skamieniałym otoczakiem. Będziemy tylko pilnowali, coby nam żadne odnóże nie wystawało, bo ostatnio w modzie są noże i może nam ktoś, coś odciąć. Dlaczego budujemy wokół siebie taki świat? Gdzie podział się bałwan, sanki, roześmiane buzie na czerwonych od mrozu policzkach naszych dzieci? Może zaśpiewajmy tak, a to wróci:


otoczak-resized

Wygrałam wiarę w siebie.

Odeszłam od komputera do telefonu, bo dzwoniła córka. Pracuje w salonie z automatami. I właśnie teraz kobieta wygrała u nich 41 tysięcy. Dziewczyny dostały po stówie od niej. I moja Madzia dzwoni do mnie z takimi słowami: „Mamo, tak sobie powiedziałam do siebie: – Magda, ty człowieku małej wiary. Uwierz a wszystko będziesz miała – tak jak ty to mówisz mamo” I tak sobie teraz myślę, że w kółko jej to powtarzam., to może powiem to teraz Tobie Czytelniku: zagraj.

Odpowiesz szczęściara… Ale ja nie mam ręki do gier… Ale może to dobry pomysł. Mówią jak masz szczęście w miłości to w grze już nie.

Oj, głupoty gadasz. Nie analizuj, po prostu zagraj. Może to jest podpowiedź. Najgorsze nie jest to, że Bóg nam nie chce dać. Najgorsze jest to, że nie wierzymy w to, że możemy dostać. Nikt nie wie jakimi drogami chodzi szczęście. Zobacz, miałeś potrzebę zajrzenia tu  właśnie teraz. Magda miała potrzebę zadzwonić do mnie z tą wiadomością, kobieta miała potrzebę wygrania. Za dużo przypadków, żeby to był przypadek. A zresztą w przypadki nie wierzę.

Ale to nie koniec dobrych wieści od rodziny :)  Moja córka śpi po nocy a tu telefon. Dzwoni jej kierowniczka coby pomierzyła okna w całym domu (bo chciała wymieniać, ale nie miał na nie kasy), bo pewnie uda się coś załatwić. I moja córka dzwoni do mnie: „Mamo ja już teraz tylko dziękuję , płaczę i gadam z Bogiem. A moje gadanie wygląda tak: No przecież wiesz Boże, że ja nie jestem taka zła. Pracuję w salonie a mogłabym być pielęgniarką, ale wszystko robię najlepiej jak umiem. I Ci dziękuję, I Ci dziękuję i Ci dziękuję. I już czuję tylko samą wdzięczność za to co mnie spotyka.” Jestem dumna z postępów mojej córki i czekam na wiadomość od Ciebie bym mogła tak samo być dumna z Ciebie Drogi Czytelniku.

Powiesz, że kochanie siebie podchodzi pod egoizm?  Pod nic nie podchodzi. Nie gadaj takich pierdół. Jak będziesz umiał kochać siebie, to będziesz umiał kochać wszystkich. Nie dasz miłości sobie, to nie będziesz umiał dać nikomu. To jest oszustwo. Egoizmem jest oszukiwanie siebie. Bo dla Boga wszyscy jesteśmy jednakowo kochani a to znaczy Ty też.

I jeszcze takie zakończenie tej historii – ciąg dalszy. Do mojej córki zadzwoniła koleżanka jako ten strach siedzący w jej żołądku i powiedziała: „Wiesz Magda, że nas 31 zwolnili. Od pierwszego przyjmuje nas ta sama firma, tylko o innej nazwie. I na pewno nam się nie uda przepracować u nich sześć miesięcy, bo się wywalą. A to znaczy, że nie będziemy miały zasiłku.”

Moja córka dzwoni do mnie i mówi – Mamo zadzwonił do mnie strach.

A ja pytam – Co czujesz?

Madzia na to: – Nie wiem, chyba się nie boję. Ale też już się nie cieszę.

I ja na to tak: – To tylko ktoś, kto jest Twoim lustrem. Pokazał Ci wątpliwości, które chowasz przed sobą. Ale przecież ty nie musisz się bać stracha, bo on jest na wróble. A Ty nie jesteś wróblem, który lata po polach i kradnie ziarno ludziom. Ty jesteś skowronkiem, który pięknie śpiewa i zachęca ludzi do uśmiechu. Powiedz Bogu wszystko to, czego się boisz i oddaj w jego ręce wszystkie umowy, zasiłki i poukładanie Twoich spraw.

Piszę to, bo mam nadzieję, że Tobie to też pomoże Czytelniku i będziesz mógł być dumny z siebie z ogromną wygraną w kieszeni, jeżeli Ci będzie na tym zależało.

pieniadze_tp